Oliwa, opactwo cysterskie. W drugiej połowie XII wieku wyruszyło kilku mnichów z cysterskiego klasztoru w Kołbaczu na północ, aby głosić słowo Boże ludom słowiańskim, mieszkającym przy ujściu Wisły. W pobliżu Gdańska, u podnóża wzgórz, pokrytych lasami, zbudowali ci mnisi pierwszy klasztor na wschodniem Pomorzu. Owocodajne drzewo oliwne (oliva fructifera) było symbolem ich pracy na niwie Chrystusowej; dla tego odrysowali na szczycie swej kapliczki gałązkę oliwną i nazwali miejscowość, w której osiedli, Oliwą (Mons olivarum). 18 Mar. 1178 r. wydali m Sambor, książę pomorski, przywilej (Perlbach, Pommerel. Urkundb. n. 7), na mocy którego otrzymał klasztor siedm wsi, z przyległościami i ze wszystkimi dochodami, oraz dziesięciny z cel kilku wsi. Książę ten wybrał klasztor oliwski na miejsce wiecznego spoczynku dla siebie i swoich potomków, którym poruczył szczególną opiekę nad klasztorem i zakonnikami. Nie szczędzili też następcy Sambora grosza i ziemi dla nowej osady klasztornej; nadawali mnichom ogromne obszary, których jeszcze pług nie dotknął, i lasy dziewicze i rybodajne stawy i prawa, które im nadania te zabezpieczały, nie nakładające żadnych prawie ciężarów na ludzi klasztornych, z wyjątkiem obrony kraju, w razie napadu nieprzyjacielskiego. Rączo zabrali się nowi przybysze do pracy. Z modlitwą w ustach kroczyli za lemieszem, wytrzebiali lasy i zamieniali pustkowia w żyzne i urodzajne pola. Ale i na roli Chrystusowej pracowali gorliwie cystersi oliwscy, częste czynili wycieczki na drugą stronę Wisły, głosili słowo Boże pogańskim szczepom, które gromadnie sakrament chrztu przyjmowały. Prace te cywilizacyjne i misjonarskie często przerywane były napadami pogańskich prusaków, z którymi zakonnicy oliwscy aż do r. 1235 w bezpośrednim mieszkali sąsiedztwie. Przez cały wiek prawie dzieje zakonu tego są dziejami męczeństwa. Nie podają źródła, ilu męczenników wydał klasztor oliwski w pierwszych kilkudziesięciu latach swego istnienia, wiemy tylko, że w r. 1224 cały konwent wymordowany został przez prusaków (Chronicon Oliven. p. 596); zdaje się, że także klasztor został zburzony, bo 9 Sierp. 1224 r. nadał Sambor zakonnikom dwie wsie „ad structuram monasterii ab ipsis iam inchoatam” (Perlbach n. 28). W późniejszych nawet latach, kiedy już krzyżacy zagnieździli się w sąsiedztwie Pomorza, nie nastały dla klasztoru oliwskiego spokojniejsze czasy. Zakon niemiecki nie cierpiał obok siebie żadnych klasztorów, a w okrucieństwie przewyższał nawet pogan. W czasie walk księcia pomorskiego Świętopełka z zakonem krzyżackim, zostały, w przeciągu kilku lat, posiadłości klasztorne trzy razy spustoszone (1243, 1247, 1252). Ale wszystkie straty powetował hojnie Świętopełk, a autor Kroniki Oliwskiej wynosi pod niebiosa cnoty tego księcia, na podstawie zeznań starych mnichów, którzy znali życie jego (Chron. Oliv. p. 601). Ponieważ kościół był dotychczas drewniany i po każdym napadzie pogańskim potrzeba go było na nowo odbudowywać, nie szczędził Świętopełk klasztorowi darów, które miały posłużyć do zbudowania murowanego kościoła. W tym też celu wydał w r. 1239 legat papieski Wilhelm, bp Modeny, list pasterski, którym udzielał każdemu 40-dniowy odpust, kto by choć skromną jałmużną przyczynił się do budowy klasztoru i kościoła w Oliwie, „quod frequenter a paganis combustum est” (Perlbach n. 68), a Papież Grzegorz IX przyjął ten klasztor pod opiekę św. Piotra i Stolicy apostolskiej (ibid. n. 61). Gdy jeszcze za życia Mestwina, następcy Świętopełka, wszczęły się walki między pretendentami do ziemi Pomorskiej, ucierpiał klasztor wiele przykrości od żołdactwa niemieckiego, a raz nawet w murach klasztornych zacięta stoczoną została bitwa. Ale zniszczenia te nie na długo pozostawiały po sobie ślady, książęta bowiem pomorscy, którzy wielką czcią otaczali zakonników i wolne chwile chętnie w murach klasztornych przepędzali, czuli się najszczęśliwsi, jeśli ich klasztor zapisał w księdze dobrodziejów. Umierając, polecił Mestwin zakonników oliwskich opiece Przemysława (Perlbach n. 481), a obaj królowie czescy, Wacław II i III, nietylko potwierdzili dawniejsze przywileje klasztorne, ale i nowYmi obdarzyli ich dobrami (Chron. oliv. p. 605, Perlbach n. 610... 635...).
I Władysław Łokietek wielkim był dobrodziejem klasztoru, hojnie go obdarzył i wielką przysporzył zakonnikom korzyść, rozsądziwszy na ich korzyść długoletni spór o wieś Rajków, którą sobie przywłaszczył był Dywan, syn wojewody Wojsiła (Chron. oliv. n. 605). W starej Kronice Oliwskiej przechowało się kilka zapisek, które świadczą, że zakonnicy oliwscy w najcięższych chwilach nie opuszczali rąk, ale z podwójną gorliwością poświęcali się sprawom wiary i bliźnich. Mnich Chrystjan opuszcza (1209), z kilkoma braćmi, progi klasztorne i do dzikich wyrusza prusaków, aby im słowo Boże głosić (ob. tej Enc. III 230. 234); biskup włocławski Gerward wychwala w dokumencie z r. 1301 gościnność, z jaką mnisi oliwscy podejmowali ubogich (pauperum refectio continua); od najdawniejszych też czasów utrzymywali oni szpital, w którym otaczali chorych najtroskliwszą opieką. Gdy w r. 1308 krzyżacy, w sposób podstępny i gwałtowny, zdobyli Gdańsk, udał się opat Rüdiger na pobojowisko, udzielał rannym i umierającym ostatnią pociechę, a ciała zabitych kazał grzebać na cmentarzu klasztornym (Chron. oliv. p. 606). Niewiele przychylności okazywali klasztorowi oliwskiemu krzyżacy, którzy w r. 1309 zajęli Pomorze: zabrali mu obszerne posiadłości w Zwornigaciu koło Chojnicy, uszczuplono im prawo rybołówstwa na Wiśle i w zatoce Frischer Hafe (Chron. oliv. p. 609); ale tę przynajmniej mieli teraz korzyść, że się nie potrzebowali obawiać napadów pogańskich i mogli się z całą gorliwością poświęcić czynnościom duchownym i gospodarskim. Profesi zajmowali się służbą Bożą, conversi zarządzali dobrami klasztornymi; jedni z nich trudnili się gospodarstwem polnym lub leśnym, inni zarządzali folwarkami (curiae praefecti), lub też sędziowskie sprawowali czynności nad poddanymi klasztornymi. Obszary klasztorne podzielone były już XIV w. na 7 gospodarstw; w każdym gospodarstwie była „curia,” obok której wznosiły się zabudowania gospodarskie, oraz kaplica i refektarz. Kurią zarządzał zwykle wójt (vogt); nazwy tych gospodarstw były następujące: curia Radoslof, Grebin, Sukcin, Starin, Most, Tuchom, siódmą kurię stanowił obszar bezpośrednio do oliwskiego klasztoru przylegający, zostający pod zarządem konwentu oliwskiego. Urządzili tu pobożni zakonnicy przepyszne sady i pełne różnobarwnych kwiatów ogrody, wznosili młyny, browary, piekarnie i warsztaty rzemieślnicze. Wiele posiadłości wydzierżawiał konwent, prawem emfitentycznym, mieszczanom gdańskim, którzy w uroczych tych okolicach wspaniale wznosili wille i zakłady fabryczne. Już w XVI w. na niewielkiej przestrzeni obszarów klasztornych nie ustawał ani w dzień ani w nocy turkot w hamerniach żelaza i stali, w młynach, tartakach i t. p. Niemało też roiło się tutaj robotników polskich i niemieckich, zostających pod opieką królewską, na mocy przywileju, wydanego w r. 1555 przez Zygmunta Augusta, w uznaniu korzyści, jakie fabryki te przysparzały krajowi. Śród pracy i modlitwy upływał zakonnikom dzień po dniu jednostajnie i spokojnie. Klęskę wielką poniósł klasztor w dniu Zwiastowania N. P. M. 1350 r., z powodu strasznego pożaru, który zniweczył do szczętu refektarz, dormitarz i kościół, wieżę wraz z dzwonami i wiele fabryk. Ze wszystkich stron posypały się dary, składane na odbudowanie zgorzałego klasztoru i kościoła, i po kilku latach zdołano dokonać budowy nowych gmachów. Aż do wojen husyckich nic o żadnych nie dowiadujemy się wypadkach, któreby zasługiwały na wspomnienie. W r. 1433 żołdacy husyccy chcieli zdobyć Gdańsk, ponieważ jednak zamiaru tego dokonać nie mogli, rzucili się na spokojne opactwo i zniszczyli je ogniem i mieczem. Późniejsze podanie głosi, że wówczas zabrali husyci brązowy grobowiec pięciu pierwszych książąt pomorskich, którzy spoczywali pod wielkim ołtarzem.
Wkrótce potem wybuchła między miastami pruskimi kilkunastoletnia zawiła wojna, która na olbrzymie naraziła klasztor straty. Zabudowania klasztorne były popalone, dachy pozrywane, okna powybijane, a kasa klasztorna wypróżniła się, z powodu opłacania ogromnych podatków, kontrybucji, pożyczek i t. d. Na szczęście, wybrał konwent bardzo wzorowego i oszczędnego gospodarza na opata, który nie tylko pokrył straty poniesione w czasie kilkunastoletnich rozruchów, ale i kasę klasztorną zawsze miał pełną. Był nim Mikołaj Muskendorf (1474—1488). Wznosił on wiele nowych budynków, stare odnawiał i ogniotrwałymi zabezpieczył dachówkami. Tą samą drogą kroczył także następca Mikołaja, opat Unger. Wieczysty pokój, zawarty w Toruniu 19 Paźdz. 1466 r., wrócił Polsce ziemię Pomorską, zagarniętą na początku zeszłego wieku przez krzyżaków, a stosunki polityczne niemało oddziaływały na sprawy zakonu oliwskiego. W r. 1480 wezwany został konwent oliwski przez klasztory polskich cystersów, aby zerwał stosunki z macierzystym swym klasztorem w Kołbaczu, uznał wizytatora polskiego, wysyłał uczącą się młodzież klasztorną na naukę do Krakowa. Takie same wezwanie otrzymał konwent od bpa kujawskiego Krzesława, który żądał także, aby się zakonnicy poddali sądownictwu biskupiemu i zobowiązali się do płacenia dziesięcin. Zakonnicy oliwscy byli po większej części Niemcami, nie dziwna przeto, że wezwania te mocno ich dotknęły. Opierając się na dawnych przywilejach i bullach papieskich, nie chciał konwent żądaniom tym zadość uczynić, od wyroku polskich cystersów odwołał się konwent do kapituły generalnej, a od wyroku biskupa kujawskiego apelował do Papieża. Tym razem wygrał konwent sprawę. Biskup wyrzekł się swych pretensji, a kapituła generalna orzekła (1487), że pruskie klasztory, różniące się od polskich językiem i zwyczajami, mają być zupełnie od tychże niezawisłe. Od chwili jednak, gdy zakonnicy walczyć zaczęli w obronie praw i przywilejów swoich, gdy się obudził antagonizm narodowy, zachwiało się życie duchowe w klasztorze oliwskim, a dawne tradycje zupełnie się zacierać poczęły. Pod wpływem nauk Lutra obojętnieli mnisi dla wiary, każdy za doczesnym gonił szczęściem. Do osiągnięcia godności opata nie wystarczało już pobożne życie i przestrzeganie reguł klasztornych: można ją było teraz okupić pieniędzmi i potężnymi wpływami krezusów gdańskich. Ostatnim przez konwent wybranym, a przez króla potwierdzonym opatem był Lambert Schlieff, spokrewniony z najbardziej wpływowymi patrycjuszami gdańskimi. Był to człowiek na wskroś światowy, rządził dobrami klasztornymi jakby własnym majątkiem, a nawet uszczuplił takowe, dając folwark Most siostrze swej jako wiano; roztrwonił dobra grebińskie, a nawet powiadano, że chciał rządowi gdańskiemu sprzedać Oliwę za 30,000 guldenów. Historycy pruscy ubóstwiają czasy, kiedy klasztorem Niemcy zarządzali; twierdzą, że pod rządem polskim zginął w klasztorze duch, który ożywiał pierwszych mnichów oliwskich. Ale zapominają, że właśnie rząd i duchowieństwo polskie wszelkich dokładało starań, aby zapobiec bezrządowi, jaki się zakradł w murach klasztornych, aby w zgnuśniałych mnichach, hołdujących nowinkom wittenberskim, obudzić zapał dla wiary.
W r. 1558 wydał generał cystersów dekret, usuwający Lamberta, a mianujący Kacpra Geschke opatem oliwskim. Między pretendentami zawrzała gwałtowna walka o godność opata, która, dzięki wpływom bogatych gdańskich rodzin, skończyła się zwycięstwem Lamberta; umarł on jednak, nim zdążył do Oliwy, aby po raz drugi stanąć na czele konwentu. Miejsce jego zajął kanonik z Frauenburga Mikołaj Locka, protegowany przez króla i stany pruskie. Geschke, potępiony przez Papieża i generała, musiał opuścić klasztor. Ale Mikołaj nie był godnym zaszczytnego stanowiska, na jakie został wyniesiony. Trwonił on dobra klasztorne, a rajcy Gdańska coraz chciwiej spoglądali na bogaty klasztor. Gdy w r. 1561 zaciągnął król pożyczkę u mieszczan gdańskich, kazali sobie dać w zastaw Oliwę. W r. 1567 bawił Geschke znowu w klasztorze oliwskim, jako koadiutor Mikołaja, a po śmierci tegoż został mianowany opatem (1569). W r. 1581 połączył on pruskie klasztory cystersów z polskimi i zapełnił klasztor oliwski polskimi zakonnikami. Od czasu, gdy klasztor utracił cechę niemiecką, zaczęła wzrastać także niechęć rajców gdańskich ku zakonnikom: z każdej korzystali sposobności, aby tylko dokuczyć polskim mnichom. Gdy, po wstąpieniu na tron polski Stefana Batorego, miasta pruskie, z Gdańskiem na czele, stanęły po stronie Maksymiliana, wpadli gdańszczanie do Oliwy, która uznała Batorego, splądrowali piękny klasztor i spustoszyli dobra klasztorne. Przełożony umknął na łódce rybackiej, wraz z kilkoma zakonnikami; ci zaś, którzy pozostali w klasztorze, padli ofiarą rozhukanej tłuszczy. Na drugi dzień pospólstwo gdańskie podpaliło klasztor, a rajcy dozwolili łupieżcom wycinać lasy klasztorne, żądając piątą część łupów dla siebie. Pustoszenia te trwały od 15 do 21 Lutego. Na szczęście, przybył starosta pucki Weiher, na czele wojska królewskiego, i rozproszył bandę zbójecką. Po 10-miesięcznej walce, zmuszeni zostali gdańszczanie do poddania się Batoremu. Za szkody, wyrządzone klasztorowi, musieli zapłacić 20,000 złotych; ponieważ jednak kwota ta nie wystarczała do odbudowania klasztoru, ofiarował król konwentowi 4,000 guld., odstąpił mu wszystkie daniny, nieuiszczone przez gdańszczan od r. 1574 i przez dwa lata jeszcze płacić się mające, i pozwolił mu z lasów królewskich tyle wyciąć drzewa, ile będzie potrzeba. Po usunięciu wichrzącego żywiołu niemieckiego z klasztoru oliwskiego, zawiał tu duch prawdziwej pobożności, pracowitości i miłości bliźniego. W r. 1580 wstąpił do klasztoru młody nowicjusz Filip Adler. Przesiąknięty na wskroś duchem religijnym, postanowił on wszystkie swe siły poświęcić Kościołowi i, z apostolską gorliwością, przeprowadzać reformy, uchwalone na soborze trydenckim. Z boleścią patrzył na bezrząd, jaki panował w klasztorze oliwskim, bolał nad upadkiem ducha chrześcijańskiego u swoich przełożonych i braci. Gdy Geschke w r. 1584 umarł, osadził wojewoda pomorski syna swego Jana Kostkę na opactwie. Nie mógł tego znieść przyszły reformator, dla tego opuścił on, wraz z trzema nowicjuszami, przejętymi tymi samymi zasadami, klasztor oliwski i udał się do bpa kujawskiego Hieronima Rozrażewskiego, z prośbą, aby jemu i trzem jego braciom inny przeznaczył klasztor, dopóki się nie polepszą stosunki w klasztorze oliwskim. Właśnie w tym czasie żywo zajmował się bp reformą Kościoła w swojej diecezji, dla tego przyjął uprzejmie młodych zakonników, a umieściwszy trzech z nich w polskich klasztorach, wysłał Filipa do seminarium poznańskiego, którym zarządzali oo. jezuici. Po śmierci opata Kostki, otrzymał godność tę dotychczasowy przeor klasztorny Montanus (1588).
Ale biskup kujawski postanowił wystąpić teraz stanowczo z planem organizacji klasztoru oliwskiego, a czterej znani nam już młodzi zakonnicy mieli mu być pomocnymi w dokonaniu tego dzieła. Aby pozyskać przychylność króla i katolickiej szlachty w Prusach, postarał się o mianowanie Dawida Konarskiego na opata (1589), a w miesiąc później przybył bp, w towarzystwie Filipa i trzech jego towarzyszy, do Oliwy i wezwał zakonników, aby wybrali mianowanego przez króla opata. Ponieważ starsi zakonnicy nie chcieli wezwaniu temu zadość uczynić, wydalił biskup pięciu oponentów do innego klasztoru i uzyskał tym sposobem większość, przychylną reformie. Konarski nie odznaczał się wielką sprężystością, dla tego poruczył cały zarząd klasztoru młodemu i energicznemu Filipowi. Pod jego kierownictwem odżyły dawne czasy w klasztorze, odżyło także i hasło cystersów, dawno zapomniane, „ora et labora.” Młodzież, wychowywana w Braunsbergu, w szkołach jezuickich, gromadnie wstępowała do klasztoru i ochotnie przestrzegała surowych przepisów karności, wpajanych w młode ich umysły przez Filipa. Świątynia oliwska przepełnioną była odtąd pobożnymi, którzy nigdy jeszcze nie widzieli nabożeństwa, z taką powagą i wspaniałością odprawianego. Zżymali się starzy zakonnicy, nie przywykli do karnego życia, opierali się rozkazom, skarżyli się na Filipa, a gdy widzieli, że uporem swym nie zrażą tego gorliwego kapłana, zaprzestali intryg; jedni przenieśli się do innych klasztorów, inni osiedli na probostwach klasztornych. Miejsce ich zajęła nowa generacja zakonników, wychowana według zasad, przez Filipa głoszonych. Chociaż Filip był wychowankiem jezuitów i ulubieńcem protektora ich Rozrażewskiego, oparł się stanowczo żądaniu tegoż, aby klasztor oliwski oddać towarzystwu jezusowemu. Że nie czynił tego z antagonizmu ku jezuitom, którzy wielkie położyli zasługi około Kościoła katolickiego w Prusach, dowodzi ta okoliczność, że od r. 1593, w którym został przeorem, poruczał temu zakonowi nie tylko misje w tych okolicach, gdzie herezja najbardziej kwitła, ale i w samym klasztorze oliwskim pozwolił im wykonywać niektóre czynności duchowne. Ale nie tylko dbał Filip o służbę Bożą, lecz także o wykształcenie mnichów. Założył bogatą bibliotekę, zbierał skrzętnie zapiski źródłowe, odnoszące się do historii tego klasztoru, które mu posłużyły do napisania Roczników oliwskich. Ponieważ prawo mianowania opatów przysługiwało królowi, przeczuwał Filip, że godność ta nie zawsze takim poruczaną będzie mężom, którzy by dbali więcej o dobro klasztoru, aniżeli o własny interes. Aby zabezpieczyć przeto majątek klasztorny od ruiny, postarał się Filip o bullę papieską, która zezwalała na taki podział dóbr klasztornych, że większa ich część zarządzaną być miała przez przeora i konwent. Przeczuwając bliską śmierć opata Konarskiego, nie myślał Filip sięgnąć po mitrę, gdyż nie dla zaszczytów, ale tylko dla dobra klasztoru pracował; na jego prośbę mianował król kanclerza kujawskiego Adama Trebnitza koadiutorem starego opata i wysłał go na dwa lata do Clairveaux, aby się tam zapoznał z regułą zakonu cystersów.
Nie zawiódł się Adler na Trebnitzu. Przez 13 lat (1617—1630) był opat ten kolumną katolicyzmu w Prusach, w najcięższych dla klasztoru oliwskiego czasach. W Lipcu 1626 r. wpadli do Oliwy żołdacy króla szwedzkiego Gustawa Adolfa, spustoszyli dobra klasztorne, zrabowali wszystkie kosztowności z klasztoru i kościoła, zabrali siedmiu mnichów do niewoli, a resztę rozpędzili. Po dwóch latach dopiero powrócili zakonnicy do cel swoich, a stary przeor niedługo już bolał nad niedolą klasztoru, gdyż 2 Września 1630 r. zamknął oczy na wieki i pochowany został w grobowcu przyjaciela swego Konarskiego. Kilka tygodni przed nim umarł także opat Trebnitz (14 Sierpnia 1630). Następcami jego byli następujący duchowni polscy: Jan Grabiński (1630—1638), Aleksander Grabiński (od 9 Stycznia do Czerwca 1639), Michał Konarski (1639—1641), Aleksander Hautzendorf-Kensowski (1641—1667) i Krzysztof Karol Łoknicki (1667—1683). Jan Grabiński i Kensowski ozdabiali świątynię oliwską pięknymi dziełami sztuki, a ostatni założył, dla ubogich poddanych klasztoru, szpital i inne zakłady dobroczynne. Za czasów tego opata zawarty został dnia 3 Maja 1660 r. pokój oliwski, który uświetnił nazwisko opactwa. Przez cztery miesiące obradowali pełnomocnicy różnych mocarstw w murach tego klasztoru nad warunkami pokoju, a na pamiątkę tego aktu wmurowaną została w sali obrad marmurowa tablica, z napisem łacińskim, która do dziś dnia się przechowała. Na mocy tego pokoju, zrzekł się Jan Kazimierz dziedzictwa Szwecji, poprzestając na tytule dożywotnim; Polska straciła Inflanty za Dźwiną, zatwierdziła pokój weławski i niepodległość elektora. W r. 1683 mianowany został opatem oliwskim Michał Antoni Hacki. Przebywał on już od r. 1646 w klasztorze oliwskim, wstąpił potem w służbę Krystyny, królowej szwedzkiej, następnie używany był przez królów polskich do rozmaitych misji dyplomatycznych. W r. 1680 został on koadiutorem, a 1683 opatem oliwskim. Gniewała się wprawdzie szlachta, że syn mieszczanina dostąpił tak wysokiej godności, ale lepszego wyboru nie mógł król uczynić. Hacki był mężem bardzo uczonym, gorliwym kapłanem, prawdziwym ojcem dla swoich podwładnych. Wraz z bratem swoim Antonim, urządzał on misje w okolicy Gdańska, które przysporzyły Kościołowi wielu wiernych, odpadłych od katolicyzmu. Dochodów swoich nie używał dla zaspokojenia własnych potrzeb, nie rozdzielał między krewnych, jak niemieccy jego poprzednicy, ale obracał na uświetnienie służby Bożej i na ozdobę kościoła. Pod wrażeniem porywającej wymowy jego, powstał w klasztorze niewidziany dotychczas zapał w wykonywaniu obowiązków duchownych i szlachetne współzawodnictwo w przysparzaniu sobie nauk. W r. 1673 założoną została w klasztorze drukarnia, w której wytłoczono 50 dzieł w polskim i łacińskim języku, między którymi największą wartość mają mowy Hackiego, wygłaszane w klasztorze. Nie zaniedbywano też i praktycznego kierunku. Jeszcze w r. 1604 wysłał przeor Filip Adler kilku mnichów do Koronowa, aby się tu wyuczyli sztuki introligatorskiej; w ten sposób nie tylko pisano w klasztorze uczone traktaty, ale je także drukowano i oprawiano. Dnia 4 Marca 1703 r. umarł Hacki. O następcach jego bardzo skąpe przechowały się wiadomości; byli nimi: Kazimierz Dąbrowski 1703—1722, Franciszek Mikołaj Zaleski 1722—1740, Józef Jacenty Rybiński 1740—1782, Karol ks. Hohenzollern 1782 — 1803, Józef ks. Hohenzollern 1803 — 1836. Wszyscy ci opaci pochodzili ze znakomitych rodów, odznaczali się wielką dobroczynnością i zamiłowaniem artystycznym.
W Oliwie i na folwarkach klasztornych powstały przepyszne plantacje i parki, na pustkowiach zakładano kolonie, podniósł się przemysł fabryczny, a w aptece klasztornej wyrabiano lekarstwa, sławne na całą Polskę. W szpitalu klasztornym znajdował każdy ubogi troskliwą opiekę, a krużganki klasztorne zapełnione były nędzarzami, dla których nigdy nie brakło ni ciepłej strawy, ni bułki chleba. Na obszarach duchownych coraz to nowe wznosiły się budowle i piękne wille, w których zakonnicy na niewinnych zabawach przepędzali gorące dni letnie. Opat Rybiński rozporządził, na mocy uchwały konwentu, że tylko taka młodzież przyjmowaną będzie do klasztoru, która okaże uzdolnienie do śpiewu lub muzyki instrumentalnej. Sprowadzał on także artystów z obcych krajów, szczególnie z Czech, którzy śpiewem swym zachwycali pobożnych, przepełniających świątynię, i wykształcili wielu znakomitych kompozytorów i śpiewaków. W r. 1772 zajął Prusy Fryderyk Wielki, a w kilka tygodni później, dnia 1 Listopada 1772, wydany został rozkaz gabinetowy, odbierający konwentowi prawo zarządu i użytkowania dóbr klasztornych i wyznaczający zakonnikom pewną kwotę z kasy królewskiej na utrzymanie. Od tej chwili znikła dawna powaga starożytnego klasztoru, stał się on teraz zakładem tolerowanym tylko przez protestanckiego księcia; klasztor zaczął upadać, nowych zakonników nie można było przyjmować, z powodu bardzo uszczuplonych dochodów, a i ci, którzy pozostali w klasztorze, żyli w największym ubóstwie. W czasie wojny francuskiej zamieniono klasztor na lazaret wojskowy, a 1 Października 1831 został on przez rząd pruski skasowany. Pałac, zbudowany przez ostatniego opata, ks. Hohenzollerna, odkupił król pruski; część zabudowań klasztornych została zniszczoną, a kościół klasztorny zamieniony na parafialny, zarządzany przez proboszcza i dwóch wikariuszy. Cała parafia oliwska liczy dzisiaj dusz ok. 2,500. Kościół zbudowany jest w stylu romańskim, w kształcie krzyża. Główna nawa kościelna położona niżej nieco aniżeli prezbiterium, została dopiero w r. 1582 zasklepioną; nawy poboczne oddzielone były od nawy głównej 12 arkadami, po 6 z obu stron. Ściany kościelne ozdobione były dawniej pięknymi rzeźbami i freskami, z których się zaledwie kilka przechowało w prezbiterium. W refektarzu i w sali obrad, w której się olbrzymie wznoszą kolumny, przechował się styl włosko-gotycki w całej prostocie. Ponieważ każdy opat przyozdabiał kościół i klasztor rozmaitymi dodatkami architektonicznymi, nie stosując się wcale do pierwotnego stylu, przedstawia się tu oczom widza prawdziwa mozaika form architektury, bardzo pouczająca dla badacza dziejów sztuki, ale rażąca oko tych, którzy szukają wykończonego jednolitego dzieła. Przeor Filip Adler ozdobił kościół pięknymi rzeźbami i malowidłami, oraz sarkofagami z czarnego marmuru. Przednią część prezbiterium kazał wyłożyć także marmurowymi płytami. Dzieła te świadczą, że zasłużony ten mąż był wytrawnym znawcą sztuki i szczęśliwym w wyborze mistrzów, którym poruczał wykonywanie tych dzieł ozdobnych.
Między artystami, których prace pod względem artystycznym pierwsze zajmują miejsce, wymienić należy Wolfganga Spörera z Baireuth, a między mecenasami, którzy nie szczędzili kosztów na ozdobę świątyni Pańskiej, przytaczamy tylko Rafała Kosa, siostrzeńca opata Konarskiego, i Reinholda Heidensteina, sekretarza królewskiego, mieszkającego w sąsiedniej wsi Solęcinie, którego epitafium znajduje się na ścianie kościelnej. Bardzo cennym zabytkiem sztuki malarskiej są freski na płytach drewnianych, wyobrażające dobrodziejów i fundatorów klasztoru, grobowy napis rodziny Kosów na płycie z piaskowca, z postacią Mikołaja Kosa, jego żony i dwojga dzieci w naturalnej wielkości. Opaci: Grabiński i Kensowski, niemało zostawili po sobie pamiątek w kościele oliwskim. Niejaki Sprengel wymalował w r. 1649 na miedzi prześliczny obraz, przedstawiający ukamienowanie ś. Szczepana, a Herman Hann uwiecznił swe nazwisko na pięknym obrazie, wyobrażającym koronację Najśw. P. Marii. Nie zliczylibyśmy wszystkich dzieł sztuki malarskiej i rzeźbiarskiej, które do dziś dnia zdobią starożytny ten kościół, ale wspomnieć wypada o jednym jeszcze pomniku, nie mającym wprawdzie dla oka powabu, który jednak przetrwał wieki i nigdy nie zniszczeje, a który zapoznał potomność z najdawniejszymi dziejami i losami tego klasztoru. Mówimy o Kronice Oliwskiej. Pierwsze krytyczne wydanie tej kroniki ukazało się w zbiorze dziejowych pomników pruskich (Scriptores rerum Prussicarum, t. I Lipsk 1861 str. 669...). Wydawca jej dr Hirsch zestawił, na podstawie dwóch rękopisów (z XVII i XVIII w.), oraz dwóch fragmentów z XV w., tekst i starał się udowodnić, że Kronika ta składa się z trzech części osobnych: 1) z najstarszej Kroniki pruskiej, sięgającej do r. 1256, napisanej przez męża nie należącego do zakonu, a przez mnicha oliwskiego później do Kroniki oliwskiej wciągniętej; 2) z zapisek marginesowych, pisanych między r. 1256 a 1350; 3) z właściwej Kroniki klasztornej, napisanej około r. 1350. Zdaniem Hirscha, nie korzystał mnich oliwski z Kroniki krzyżackiej Dusburga, ale obaj ze wspólnego czerpali źródła i każdy z nich w inny sposób je rozszerzał. Przeciw zapatrywaniom tym wystąpił Perlbach (Die aeltere Chronik v. Oliva, Göttingen 1871). Rozporządzając dwoma nowymi rękopismami, mając również pod ręką starannie wydane Kroniki krzyżackie, dowodzi on: 1) że tylko mała część Kroniki oliwskiej na nieznanych polega źródłach; autor jej korzystał przeważnie z Dusburga, a te szczegóły, których nie ma w Dusburgu, pochodzą z Kroniki pruskiej Jeroschina; 2) Kronika oliwska jest dziełem jednolitym, napisanym przez jednego pisarza, a niezgrabne połączenie obu części tej tylko przypisać należy okoliczności, że rękopisy, które się do naszych przechowały czasów, są bardzo późne i błędne.
Równocześnie z pracą Perlbacha ukazała się rozprawka dra Zeissberga (Ueber eine Handschrift zur aelteren Geschichte Preussens und Livlands, w Altpreussische Monatsschrift, t. VIII zesz. 7, str. 577—605; cf. także recenzję tej rozprawki przez Hirscha w Hist. Zeitschrift v. H. Sybel, XXVIII str. 209 — 221). W rozprawce tej zapoznał prof. Zeissberg świat uczony z bardzo cennym rękopismem, znajdującym się we lwowskiej bibliotece Pawlikowskich, napisanym w XV w., jedną ręką, pismem bardzo wyraźnym. Oprócz Kroniki oliwskiej, znajduje się w tym rękopismie także traktat p. t. De bellis cum Lituanis habitis in Livonia et in Pomerania, oraz krótkie zapiski o dziesięcinach klasztoru oliwskiego. Pominąwszy tę okoliczność, że jest to najstarszy kodeks, w którym mieści się całkowita Kronika oliwska, jest on z dwóch jeszcze względów bardzo ważnym: 1) że zachowaną jest tu pisownia i język czasu, w którym Kronika ta powstała, 2) że znajdujemy tu 5 ustępów, które w znanych dotychczas kodeksach Kroniki oliwskiej się nie znajdują, a których autentyczność żadnej nie podlega wątpliwości. Odkrycie kodeksu Pawlikowskiego spowodowało także Perlbacha do ogłoszenia nowej pracy p. t. Ueber die Ergebnisse der Lemberger Handschrift für die aeltere Chronik von Oliva (Altpreuss. Monatsschrift, t. IX zesz. 1, p. 18—40), w której wykazuje stosunek tego rękopismu do znanych dotychczas kodeksów; dowodzi, że kodeks rzymski Kroniki oliwskiej jest tylko fragmentem jakiegoś zupełnego rękopisu, a nie, jak sądził Hirsch, odrębną starą Kroniką. Ostatnie słowo nie zostało o tej Kronice wypowiedziane, chociaż wydawcy Pomników dziejowych pruskich przedrukowali ją r. 1874 w Script. rerum Prussic., V str. 591... według rękopisu Pawlikowskiego. Autor tej Kroniki także nie był dotychczas znany, ale żaden badacz źródeł pruskich nie wątpił, że był nim niemiecki zakonnik. Dopiero zasłużony nasz ziomek dr Kętrzyński udowodnił, że Kronika ta napisaną została przez Polaka, opata Stanisława, który w r. 1356 występuje w dokumencie po raz ostatni jako „abbas antiquus.” Ob. Przewodnik nauk. i lit., Lwów 1886 zesz. 4 str. 297... Cf. W. Fuchs, Peter von Dusburg und das „Chronicon Olivense”, w Altpreuss. Monatsschrift, Neue Folge t. 21 zesz. 3 r. 1884. Literatura: Micraelius Joh., Altes Pommerland, 1640, I 152, 269; Bucelinus Gabr., Germania topo-chrono-stemmato-graphica sacra et profana, ed. II Francof. 1699 I 67; Ledebur, Neues Archiv für die Geschichtskunde des preuss. Staates, Berlin 1836, I p. 345; Jacobson, Oliva, II 193; Steinbnick, Gesch. d. Klöster in Pommern und den angränzenden Provinzen, Stettin 1796 str. 105; Hartknoch, Preuss. Kirchen-Historia, Danzig 1586 str. 183; Miraeus, Chronicon Cisterciensis ordinis, Coloniae 1614 str. 108; Winter, Die Cistercienser der nordoestl. Deutschland, bis zum Auftretten der Bettelorden, Gotha 1868—73, I 136; Böttcher, Germania sacra, Lips. 1874 str. 95; Kretschmer, Gesch. Beschreibung der Klöster in Pommerellen, Heft I, Danzig 1847; Hirsch, Das Kloster Oliva. Ein Beitrag zur Geschichte der Westpreuss. Kunstbauten, Danzig 1850; Marmier, Lato na brzegach Północnego i Bałtyckiego morza. Wspomnienia z podróży (Bibljoteka podróży i malowniczo-hist. opisów różnych krajów, wyd. przez Adama Zawadzkiego, ser. IV, Wilno 1859); Tygodnik illustrowany, 1869, I str. 355; Małecki, Klasztory (Przewodnik nauk. i liter. 1875 p. 522); Janauschek, Originum Cisterciensium, tomus I pag. 186; Perlbach, Pommerellisches Urkundenbuch, Danzig 1882 (cf. także art. Cysterski w tej Encyklopedji).
Encyklopedia kościelna podług teologicznej encyklopedji Wetzera i Weltego, z licznemi jej dopełnieniami T. 17, Obserwanci-Ozjasz
