Sopot — prasłowiańskie grodzisko

 

Piszący te słowa, wędrując po Wybrzeżu dla rekonesansu geologicznego, natknął przypadkowo na grodzisko wczesno-słowiańskie — w Sopocie. Ślady przedhistorycznej bytności człowieka emocjonują geografa, zwłaszcza ten odłam badaczy, którzy ziemi bez człowieka rozumieć nie umieją. Wszelkie takie badania naukowe odbywa się zazwyczaj con amore. Tym razem emocja wzrosła do potęgi porywającego uczucia. Obronne grodzisko wczesnych dziejów Polski w Sopocie jest polskiemu społeczeństwu niemal zupełnie nieznane, Sopot, dawne niemieckie Zoppot, znany był przed wojna przede wszystkim jako siedziba jaskini gry — kasyna. Miejscowość zaiste nie zasługiwała na tak smutnej pamięci sławę. Jego przeszłość, to nie tylko warownia Kaszubszczyzny, ale i świadectwo utrwalonego tu bytu Prasłowiańszczyzny. Samo grodzisko, oglądane oczyma ludzi nieprzywykłych do archeologii, można by nazwać niepozornym. W przedłużeniu ulicy Marszałka Stalina szosa do Gdyni przekracza wiaduktem tor kolejowy. Jeżeli od tego wiaduktu pomaszerujemy jakieś dwieście metrów wzdłuż morenowego wzgórza, natrafimy na stok, zadrzewiony rosłymi grabami i dębami. Wchodzimy na górę — przed nami leży zaklęsłość niby krater miniaturowy, obwiedziony walem. Zaklęsłość i wyraźnie zarysowany walów maja kształt prawie regularnego koła. Średnica przechodząca przez szczytowe kolo walu Wynosi około sześćdziesięciu metrów. Pierścień walu obniża się nieco ku morzu. Jest to deformacja wynikła z ogólnego nachylenia powierzchni erozyjnej. Od strony morza wysokość grodziska ponad platformę nadbrzeżna dochodzi do 20 metr.

Od strony linii kolejowej widać niemniej wyraźnie fosę wykopana tu kiedyś, a odcinająca dziś wzgórze od jego otoczenia. Wysokość usypanego walu ponad dzisiejszy poziom fosy sięga siedmiu do ośmiu metrów. Wzgórze, częściowo sztucznie z otoczenia ,,wypreparowane”, objęte jest z dwu stron parowami, w których szumią potoki. Odznaczają się one wielką siłą erozyjną, jak zresztą wszystkie strumienie, rzeźbiące po dzień dzisiejszy oblicze klifu i boru sopocko-oliwskiego. A jednak te dwa potoki huczą inaczej, głośniej, bardziej tajemniczo, niż inne. Nie jest to przesada, nie poetycka przenośnia, nie sugestywne urojenie. Tysiąc kilkaset lat temu ludzie, wsłuchani w tajemniczy ich poszum — była to na pewno drużyna słowiańska, ludzie o mięśniach z żelaza i nerwach ze stali — wykopali tu głęboką fosę. Sprowadzili do niej odnogę szumiącego u stop wzgórza potoku i zapełnili ja wodą. Na platformie szczytowej wzgórza poczęli następnie kopać regularne, koliste pogłębienie, osypując ziemie na skraju wzgórza. W ten sposób powstał wysoki nasyp — wał grodziskowy, typowo słowiański. Wyrzucona ziemia została ubita deskami i kołami. Mamy opis takich robot fortyfikacyjnych Słowian pierwotnych  około grodziska — co prawda, typu nizinnego, nie wyżynnego. jak nasze — opis in flagranti, przekazany przez arabskiego podróżnika Ibrahima ibn Jakuba, który w 975-im roku posłował do Mierzyna (później, po niem. Merseburg) na dwór cesarza Ottona I-ego. ,,Kiedy — opowiada ów podróżnik — ,,wał doszedł do wymaganej wysokości, wykopali przezeń bramę w miejscu ku temu najbardziej odpowiednim i zbudowali przez fosę drewniany most”.

Tak samo było kiedyś z budową prasłowiańskiego grodziska w naszym Sopocie. Stoki wzgórza najeżone ostrymi kołami, w obrębie wału nagromadzono większe i mniejsze ,,buły granitowe”, jako pociski kamienne i — robota z grubsza była skończona. Z kolei, zabrzmiało w osadzie — życie. Do grodziska znoszono rogi jeleni, turów i żubrów, które upolowane zostały w borach sopocko-oliwskich. Na podwalinie tych trofeów myśliwskich wyrosła drewniana świątynia boga — Swarożyca. W drzewie wyrzeźbiono tu misternie jego trójgłowy wizerunek, nazwę jego tajemniczym wyryto runem-symbolem. W świątyni zatknięto lniane chorągwie, które w czasie wojny były talizmanem męstwa sopockiej drużyny. Jej przywódcy stanęli na szczycie wala, wypatrzeni w dal tajemniczego morza. Hardo podnieśli głowę, spokojni, bo oto grodzisko było gotowe do pomieszczenia w razie potrzeby całego osiedla wraz z ludźmi i dobytkiem. Wstąpmy na szczyt wału, który w swoim kształcie kolistym do dziś się przechował. Rozglądnijmy się stad po świecie. W stronie lądu szeregują się wspaniale kulisy zalesionych wzgórz.  Obchodzimy wał dookoła — coraz to nowe wyłaniają się przed nami widnokręgi. Wszystko jak w baśni. Jesteśmy w obrębie miasta, a jednak milknie tu gwar... Zamarła przeszłość opartem dali legła na widokresie. Otacza nas głuche leśne uroczysko, wspaniałe, pierwotne jak człowiek: żupan, naczelnik słowiański, który wybrał to wzgórze dla obrony swojej drużyny. Uroczysko zaklęte drzemie we śnie lat tysiąca, pamiętając czasy, kiedy jeszcze morze kipielą swoich fal podmywało stok grodziska. Dziś brzeg oddalił się o pięćset metrów.

Za nami, z tyłu, wznosi się ,,maskujące wzgórze”. Podziwiać tutaj należy ludzi pierwotnych, którzy wykazali tak niezwykłą umiejętność  wyzyskiwania  topografii. Dziś na owym sąsiednim, maskującym wzgórzu bieleją piaski okopów z czasów ostatniej wojny. Tak zamierzchła przeszłość skostniała ręka podała miecz — współczesności. ,,Corsi ricorsi” — powiedziałby włoski historyk-filozof Giambattista Vico. Jako przedmiot archeologii grodzisko w Sopocie nie różni się niczym od setek innych grodzisk na Pomorzu. Jest co jednak w jego geograficznym otoczeniu, co czyni go nawet symbolem bytu Polski nad morzem. Przed nami leży atlas pomorza, a raczej dawnej pruskiej prowincji Pommern, wydany w 1934 roku. Niemiecki atlas, liczący ponad pięćdziesiąt map. Wszystko tam można znaleźć, od geologii. do... piwa. Cóż za solidność! Brak tylko tego, co najwalniejsze dla prowincji Pommern: — mapy rozmieszczenia  słowiańskich grodzisk, owych sławnych — jakby się Niemiec wyraził — ,,Burgwälle”. Rzecz prosta: — wszystkie grodziska. ile ich jest. są tworem Słowian. ~~ Współczesno - historyczna ich epoka hd się epoką grodziskową. Sagi skandynawskie nazywają północno-wschodnia Słowiańszczyznę — Gardariki, to znaczy: ,,kraj,grodów". Najsoczyściej niemiecka redakcja wspomnianego wyżej atlasu nie chciała zapełnić jednej ze swoich map czterema czy pięcioma setkami kółek, z których każde przedstawiałoby jedno słowiańskie grodzisko — niepożyte Świadectwo myśli, pracy i krwi słowiańskiej. Bo też wywołałaby w ten sposób u swoich czytelników tylko paniczny popłoch przed słowiaństwem. Otwórzmy jednak tablice trzydziestą czwartą dwutomowego dzieła ks. Władysława Łęgi pt. ,,Kultura Pomorza we wczesnym średniowieczu na podstawie wykopalisk” (wyd. w 1930 r.). Każde kółko na tej tablicy przedstawia jedno grodzisko — a ileż ich na niej widzimy! Całym rojem grodzisk obsypany jest brzeg polskiego Dominium Maris. Śmieszne, bo tymczasem Niemcy uporczywie uważają Bałtyk za ,,germanisches Mittelmeer — germańskie morze Śródziemne”.

W czasach, kiedy nasi pomorsko-polscy przodkowie wznosili grodziska, cala delta Wisły, począwszy od Tczewa na północ, była, obszarem amfibicznym, gdzie przeważała woda nad lądem. Ale Wisła była zawsze najważniejszą drogą, wiodącą ku Europie nadbałtyckiej. Pierwszy naszego kontynentu historyk, Herodot, posiadał o tej drodze niejasne wiadomości. Wisłę nazywa ,,pewna rzeka —Eridanos"Nasze ,,Monumenta Poloniae Maritima" zaczynają się od tego ,,ojca historii”. Tutaj to właśnie nad Eridanem, półkolem, dokoła wzgórzystego obramowania dzisiejszej delty Wisły, wznieśli Pomorzanie 57 grodzisk, najgęściej w okolicach — jak się okazuje — prastarego Tczewa, punktu, który w owych czasach był ,,końcem ,drogi wiślanej". Północno-zachodnim: krańcem wklęsłego wówczas półkola delty Wisły są grodziska w Oksywiu i Sopocie, obydwa w bezpośredniej bliskości morza. W związku z zagęszczeniem wczesno - słowiańskich  grodzisk trzeba zaznaczyć, ze ich średnia wzajemna odległość wynosi w ziemi tczewskiej pięć do sześciu km. Cztery z nich leżą w pobliżu Lubieszowa, jedno za w samym Lubieszowie. wśród wzgórz drumlinowych, sławnych ze zwycięstwa Batorego, względnie jego kasztelana Jana Zborowskiego, nad butnym i niekarnym mieszczaństwem Gdańska w kwietniu 1577-ego roku. Duchy Prasłowian obudziły się tu wówczas z grodzisk, wtórując szelestom skrzydeł husarii Zborowskiego. Tutaj tez przy ujściu drogi wiślanej już na wiele stuleci przed buntem Gdańska, największe czaiło się niebezpieczeństwo: — napór ze strony skandynawskich Gotów, a potem wikingów. Wskazują na to pewne poszlaki. W Oruni, w bezpośredniej bliskości Gdańska, wydobyto w latach 1933 i 1934 ze storfiałych bagnisk trzy prawie całkowicie przechowane łodzie wikingów. W pradolinnej ramie kępy Oksywskiej znaleziono również trzy lodzie, z których jedna w Mechelinkach w 1906-ym r. Do trzynastu metrów długie i tylko ponad dwa metry szerokie mieściły one w sobie do dwudziestu wioślarzy.

Powróćmy jednak myślą do Sopotu. Był on niejako awangardą Wisły, wysuniętą ku brzegom Bałtyku. Sopot — ciekawa nazwa, żaden język słowiański nie ma już dziś w użyciu wyrazu, od którego nazwa ta pochodzi. Domyślamy się tylko z etymologii, że oznacza ona ponik, strumień albo w ogólności źródło. Związek tu widoczny z osadnictwem nadwodnym. Znane jest zamiłowanie Słowian do osiedlania się nad wodami. Nawet sąsiedzi ich — Rumuni, Węgrzy, Albańczycy i Grecy — zapożyczyli dziesiątki słów ze słowiańskiego słownictwa wodnego. Wbrew pospolitemu — zdawało by się — poczuciu, wręcz niepoprawna jest forma gramatyczna: — Sopoty. W najstarszym dokumencie tego osiedla — jak już w 1-szym numerze ,,Wiatru od Morza" zauważył M. Pelczar—występuję postać Sopoth. Jest to brzmienie kaszubskie, jedynie poprawne, z którego powstało niemieckie Zoppot. Oczywiście, że nie jest tu na odwrót. Formę: Sopot podaje taktyczna mapa Polski (1 : 100.000). Tak więc i my musimy mówić. W nazwie tej zastanowić nas powinien przede wszystkim jej powszechno-słowiański charakter. Od Sopotu przy ujściu Odry do Sopotniej góry u stop Sudetów, od Białorusi. aż hen za górną Wołgę od Zlatej Prahy po Macedonię — pierwotne plemiona słowiańskie zakładały dziesiątki osad pod nazwą Sopotu. W Macedonii na nieznacznym obszarze kilku powiatów występuje aż dwanaście razy nazwa Sopoti. Ale zgoła najciekawsze sa dwukrotnie występujące Sopoti na dalekim Peloponezie pod słonecznym niebem Hellady, dokąd je Słowianie Macedończycy w VIII-ym zanieśli stuleciu. Nazwa Sopotu związana jest prawdopodobnie z kultem religijnym. O górze Sopotniej, inaczej Ślężej, miedzy Świdnicą, a Wrocławiem, mamy bezpośrednie świadectwo Thietmara z 1018-ego r., który podaje, że owa góra Sopotnia ,,była przez mieszkańców niezmiernie czczoną". Rósł tam święty gaj — lucus Zutiburc, ,,gaj Świętybór”. Takie święte, sopotnie źródło i taki też ,,świętybór" w borze Sopockim miało niechybnie również nasze grodzisko, Było i ono miejscem kultu religijnego — jako jedyne prawdziwe sopotnie grodzisko nad naszym Bałtykiem. Niechże nadal i na przyszłość trwa ono, jako symbol słowiaństwa nad Polskim Morzem!

JÓZEF STASZEWSKI


Wiatr od Morza : czasopismo poświęcone polskiej kulturze marynistycznej. 1946, nr 3