...Najstraszliwszy moment przeżył Sandomierz w r. 1259. Było to w lutym, w popielcowe dni. Po trzech dobach oblegania Sandomierz został zdobyty. Zapaliły się drewniane klecie, kryte słomą, w których przed mrozem lutowym kryli się ci, co mieszkania nie mogli znaleźć w domach podgrodzia. W popłochu i przerażeniu rzuciła się ludność do ucieczki na gród otoczony silnymi tynami i głębokimi rowami: Część uciekających wpadła do kościoła Panny Marii, zbudowanego z ciosu, a krytego gontem. Za nimi wdarła się tam Ruś i Tatarzy, zrabowała kościół, ludzi w nim zamknęła, po czym podpaliła świątynię. Płonący dach i powała runęła na zamkniętych w kościele. Upiekli się żywcem. A mogło ich być do 3000. Nie ocalili sobie życia i ci, którzy zbiegli na gród. Zabrakło im wodzów, zabrakło żywności i wody. Spowiadali się tedy przez całą noc, a rankiem wyszli w uroczystej procesji z grodu wszyscy, jak byli i księża, i mnichy, i możni, i mieszczanie i chłopi. Wyprowadzili ich Tatarzy i Ruś za miasto i posadzili na mrozie, w miejscu, gdzie istniał zniszczony przez wodociąg miejski Stok Mariacki. Zajęli sandomierzacy ogromną połać ziemi, gdyż od wspomnianego miejsca aż po kurhan Sodomira. Do tych siedzących na śniegach dołączono i część pojmanych z okolicznych wsi, tę część, którą w podziale nad Przeklętą Drogą przeznaczono na rzeź.
Przez dwa dni siedzieli sandomierzacy na mrozie, bo tyle czasu pozostawiła im Ruś do wyboru, czy mają przejść na schizmę i żywot sobie ocalić, czy przy wierze pozostać, lecz żywotem za upór zapłacić. Sandomierzacy wybrali to drugie. Trzeciego dnia zaczęła się rzeź. Za wielu przecież było do wymordowania, więc ustali Tatarzy, ustała i Ruś, wybili tedy przeręble w Wiśle, spędzili do nich sandomierzaków i potopili ich wszystkich. I nie został nikt w Sandomierzu, kto by po wymordowanych zapłakał. Pieśnią, z jaką odchodzili sandomierzacy na tamten świat, była ,,Salve, Regina". W tym samym czasie na Starym Sandomierzu w kościele u św. Jakuba odbywał się inny akt wielkiej tragedii. Przy św. Jakubie był klasztor dominikanów którzy zajmowali się misjami na Rusi. W dniach oblężenia prawie wszystka brać zakonna znalazła się w klasztorze. O świcie w dzień, gdy nad Wisłą miała się odbyć rzeź, zebrali się zakonnicy na matutinum. Jak zwyczaj kazał odczytywano martyrologium. Lektor odkrył księgę i przerażony spostrzega w niej krwią wypisane słowa: ,,Dziś w Sandomierzu przeora Sadoka i 49 braci dominikanów, okrutnie przez Tatarów zabitych". Przygotowali się zakonnicy na śmierć. I nie czekali długo. Z pierwszym brzaskiem dnia wyłamali Tatarzy drzwi do kościoła, wdarli się i wybili wszystkich zakonników. Odchodziła brać Dominika przy śpiewie ,,Salve, Regina".
Gdy jedni z Rusi mordowali w kościele, drudzy rozbiegli się po zabudowaniach dominikańskich. A wtedy wyrwał się z klasztornej obory wół, rzucił się bóść Tatary i Ruś i przerażonych pędził przed sobą aż do kurhanu-mogiły Sodomira. Tu legł zabity, lecz zanim ostatni dech wydał ze spracowanej piersi, zdążył jeszcze na przemarzłej ziemi wyryć rogiem napis ,,Salve, Regina". I odtąd mogiła Sodomira ,,Salve, Regina" dostała miano. Legenda powiada, że nie wszyscy sandomierzanie zostali wymordowani: garść ich ocalała, w podziemiach ukryta. Pomiędzy nimi znalazła się i córeczka Piotra z Krępy, zamordowanego podstępem przez Ruś wodza obrony. Halinka było jej na imię. Wyrosła też na mściciela. A pomstę wzięła w lat dwadzieścia, gdy Ruś i Tatarzy ponownie napadli na Sandomierz. Nie brakowało wiele do zdobycia miasta. Halina po naradzie z dowództwem obrony, udała się do szatrów tatarskich i, udając chęć pomsty na jednej z mieszkanek miasta, przyrzekła oblegającym przeprowadzić ich podziemnym chodnikiem do środka grodu, byle by tylko wydano jej rywalkę. Tatarzy zawierzyli i weszli z Haliną do lochów. A wtedy sandomierzacy wyskoczyli z krzaków i zawalili kamieniami wejście do lochów. Nikt z Tatarów nie uszedł żywy. Sandomierz ocalał, gdyż oblegający ponieśli ciężkie straty i odstąpić musieli od miasta. Po kilku wiekach, gdy ulewne deszcze spadły na Sandomierz, rwące wody wydarły głęboki rów w ziemi na Starym Sandomierzu i odkryły podziemny loch, w którym pełno było kości. Lud zaraz się domyślił, że to są kości Tatarów, których podstęp Haliny naraził na zgubę. Miejsce to, gdzie odkryto kości, przezwano Piszczelami...
Roman Koseła - Sandomierskie strony
Sandomierz. Salve Regina 1910-1936
