Pomiędzy prawami dzisiejszej Polski na obszarze W. M. Gdańska najbardziej może są widoczne te, które się odnoszą do dziedziny pocztowej. Gdy inne bowiem, jak np. prowadzenie spraw zagranicznych Gdańska, zarząd i eksploatacja kolei normalno-torowych, położonych na tym obszarze, oraz współudział w administracji portu — nie rzucają się w oczy przechodniowi, względnie docierają do wiadomości niepoinformowanego w tych sprawach przejezdnego dopiero po pewnym czasie pobytu w Gdańsku, to polskie skrzynki pocztowe, polskie ambulansy i polscy listonosze, obsługujący ogółem 3 urzędy pocztowe, znajdujące się w porcie gdańskim, rzucają się w oczy każdemu, kto pierwsze swe kroki w tym mieście postawi.
Prawa pocztowe Polski w Gdańsku nie datują się dopiero od czasu nowego stanu rzeczy, stworzonego przez traktat wersalski. Sięgają one daleko wstecz — w czasy, gdy Gdańsk był złączony z dawną Rzecząpospolitą i gdy mieszkańcy tego miasta dzielili dobre i złe losy państwa, z którem związała je konstelacja geograficzna przez wstęgę Wisły, będącej wspólną piersią Polski i Gdańska. Historia polskiej królewskiej poczty w Gdańsku ¹) otwiera nam ciekawe karty, ilustrujące zarazem i w tej dziedzinie, jak podstępna była robota dawnych królów pruskich, idąca w kierunku gospodarczego odcięcia Gdańska od jego naturalnego obszaru ciążenia, jakim była i jest zawsze Polska.
Godzi się przypomnieć pewne fakty, sięgające tych czasów. W roku 1646 zagarnął elektor brandenburski Fryderyk Wilhelm zarząd poczty w Królewcu, mimo protestu tamtejszej Rady Miejskiej ²). Wkrótce powstały spory z Gdańskiem, albowiem elektor pragnął usadowić się ze swą pocztą w tym mieście. Gdańszczanie pośpieszyli ze skargą do Warszawy do króla Jana Kazimierza, który rozumiejąc doniosłość sprawy, zamianował Włocha, nazwiskiem Franciszek de Gratta, polskim pocztmistrzem królewskim w Gdańsku. Odnośny patent królewski, pochodzący z roku 1654, stanowił, że Franciszek de Gratta był naczelnym zwierzchnikiem wszystkich pocztmistrzów w Gdańsku, oraz że tak on jak i pocztmistrzowie gdańscy podlegali jedynie jurysdykcji króla polskiego. Drugi patent, pochodzący z dnia 30. grudnia 1654, postanawiał wyraźnie, że prawo zakładania poczt jest wyłącznym przywilejem królewskim. Z powyższych aktów wynika niedwuznaczeniu, że regale pocztowe w Gdańsku przeszły bez zastrzeżeń na koronę polską. Toteż słusznie twierdzi dr. Lenartowicz ³), że Jan Kazimierz jest pierwszym i głównym fundatorem poczty polskiej w Gdańsku.
Elektorowi brandenburskiemu był ten stan rzeczy naturalnie solą w oku. Nic więc dziwnego, że następne lata przyniosły szereg konfliktów pomiędzy nim a de Grattą, które doszły nawet do tak znacznego napięcia, iż wybuch wojny pomiędzy elektorem a Koroną zdawał się być nieunikniony. Ostatecznie jednak znaleziono „modus vivendi” przez dociąganie kursów pocztowych jedynie do wzajemnych granic.
Okres stabilizacji stosunków pocztowych na terenie gdańskim nie trwał jednak zbyt długo. Następca usuniętego na skutek skarg o nadużycia Franciszka de Gratta, jego brat Paweł, nie przestrzegał również zbyt skrupulatnie interesów swojego zwierzchnika, króla polskiego, używając często dochodów z portorjów na swe osobiste cele i wydzierżawiając nawet pocztę gdańską. Zdawało się, że układ, jaki doszedł do skutku w Johannisburgu pomiędzy elektorem brandenburskim, Fryderykiem III, a królem polskim, Augustem II, położy kres sporom pomiędzy pocztą polską a brandenburską przez ustanowienie wspólnego pocztmistrza w Gdańsku. Niestety, powołany na to stanowisko Christian Hetscher, popierał znowu ze swej strony interes skarbu brandenburskiego, któremu Paweł de Gratta był winien z tytułu rozliczenia poważniejszą sumę, co spowodowało naturalnie nowe spory i oskarżenia. Następcy Pawła de Gratta, jego kuzynowi de Sardi udało się usunąć Hetschera na skutek ujawnienia popełnionych przez niego nadużyć, w następstwie czego król pruski, Fryderyk Wilhelm I, zwinął w ogóle swą pocztę w Gdańsku. Urząd de Sardi’ego objął po jego śmierci francuz Thioli, a po nim został zamianowany generalnym pocztmistrzem dla Prus Królewskich i Gdańska szlachcic warmiński Stanisławski, za którego czasów wprowadzono w roku 1765 kurs pocztowy z Gdańska do Warszawy przez Gniew, Grudziądz, Chełmno i Toruń.
W roku 1769 zwinięto urząd generalnego pocztmistrza i delegowano 4 urzędników z Warszawy dla pełnienia służby w polskim urzędzie pocztowym w Gdańsku, przy ustanowieniu stałego wynagrodzenia za ich funkcje. W tym samym roku Stanisław Poniatowski powołał do życia specjalną komisję dla reformy poczty na terenie całej Rzeczypospolitej. Opracowała ona nawet cały system rachunkowości i nową taryfę pocztową. Dalsze jej jednak prace przerwały brzemienne wydarzenia z roku 1772, rozpoczynające pierwszy podział Polski.
Na podstawie traktatu rozbiorowego z dnia 5. sierpnia 1772 zagarnęły Prusy Warmię, województwo pomorskie bez Gdańska, województwo malborskie, chełmińskie bez Torunia i ziemie wielkopolskie po Noteć. W dziedzinie pocztowej był ten stan terytorialny dla Prus o tyle niekorzystny, iż pruskie połączenia pocztowe z Berlina do Królewca przechodziły przez Gdańsk, skutkiem czego musiały opłacać stawki tranzytowe na rzecz poczty polskiej. Dlatego też Fryderyk II rozpoczął otwartą walkę z polskim urzędem pocztowym w Gdańsku, stwarzając swój własny urząd pocztowy na Stolzenbergu pod samymi murami Gdańska, oraz organizując szereg kursów pocztowych na zajętych przez siebie ziemiach. Na skutek tych faktów poczta polska w Gdańsku została kompletnie izolowaną, będąc zdaną jedynie na ruch pomiędzy Gdańskiem a Stolzenbergiem. Był to zresztą tylko jeden z przejawów całokształtu polityki Fryderyka, zmierzającej drogą pobierania ceł pod samymi murami Gdańska i wysokich opłat pocztowych w Nowym Porcie do zupełnego podbicia handlu i żeglugi Gdańska ⁴) i zmuszenia tym sposobem mieszkańców tego miasta do uległości. Kontynuowanie tej polityki Fryderyka przez jego następcę Fryderyka Wilhelma II wydało nareszcie upragniony owoc. W dniu 2. kwietnia 1793 r. wydaje burmistrz i rada gdańska proklamację do ludności, w której, usprawiedliwiając się z motywów swego kroku, obwieszcza oddanie miasta pod panowanie Prus. W siedem dni później pruski urząd pocztowy przenosi się ze Stolzenbergu do Gdańska, zajmując budynek zwiniętego urzędu polskiego.
Po licznych wydarzeniach dziejowych otwarty został ponownie urząd pocztowy w Gdańsku dopiero w dniu 5. stycznia 1925 r. po 132-letniej przerwie. Otwarty został w nowych warunkach prawno-politycznych, a fakt ten stał się początkiem słynnego sporu o polskie prawa pocztowe w Gdańsku, który przez długi czas nie schodził z łamów prasy polskiej, a nawet i europejskiej, budząc wielkie zainteresowanie w szerokich kołach opinii publicznej. Ażeby zrozumieć genezę tego sporu i jego znaczenie, należy zanalizować pokrótce charakter praw, przyznanych Polsce w tej dziedzinie z chwilą utworzenia W. M. Gdańska.
Prawa te wypływają, tak jak i inne, wymienione na wstępie, z art. 104 traktatu wersalskiego. Miały one na celu zapewnić Polsce wolny dostęp do morza przez ten jedyny port, obsługujący ówcześnie nasz kraj. Należy zaznaczyć, iż Sprzymierzeni uznali wyraźnie, że przyznanie Polsce kontroli i administracji połączeń pocztowych, telegraficznych i telefonicznych pomiędzy portem gdańskim a Polską jest jedną z trzech najważniejszych gwarancji, zabezpieczających dostęp do morza (prowadzenie spraw zagranicznych, cło i poczta).
Wynika to jasno z listu konferencji ambasadorów, skierowanego w dniu 20.10.1920 r. do Sekretarza Generalnego Ligi Narodów przy sposobności przesłania temu ostatniemu projektu konwencji pomiędzy Polską a Gdańskiem, która została zawarta później w dniu 9.11.1920 r. Odnośny ustęp tego listu brzmi jak następuje:
„Jak o tym świadczy odpowiedź, przesłana w dniu 16.06.1919 przez Mocarstwa Sprzymierzone i Stowarzyszone odnośnie do uwag Delegacji Niemieckiej co do warunków pokojowych — było intencją Mocarstw z chwilą tworzenia z terytorium, oznaczonego w art. 100 Traktatu Wersalskiego, Wolnego Miasta Gdańska — ustalić pomiędzy W. M. Gdańskiem a Polską stosunki jak najbardziej ścisłe; Mocarstwa pragnęły w szczególności dać Polsce wolny dostęp do morza.
W tym celu Wolne Miasto zostało włączone do celnego obszaru polskiego; przyznano Polsce kontrolę i administrację połączeń pocztowych, telegraficznych i telefonicznych pomiędzy nią a portem (gdańskim), gdzie korzysta z innych szerokich praw; na koniec przypada jej w udziale prowadzenie spraw zagranicznych Wolnego Miasta”.
Wynikało niewątpliwie ze słów „kontrola i administracja”, użytych w traktacie wersalskim, iż prawa Polski w dziedzinie pocztowej, telegraficznej i telefonicznej w Gdańsku mają charakter częściowego ograniczenia praw Wolnego Miasta na korzyść Państwa Polskiego. Te same zresztą słowa zostały użyte w stosunku do kolei, które się znajdują pod wyłącznym zarządem i władztwem Polskiego Zarządu Kolejowego. Tak samo i konstytucja gdańska w swoim art. 56 uznała wyraźnie, iż „kolejnictwo, poczta, telegrafy i telefony są z zastrzeżeniem postanowień art. 104 traktatu pokojowego, sprawami Państwa”. Powyższy artykuł konstytucji stanowi dowód, iż Wolne Miasto, tak samo jak Liga Narodów, będąca gwarantką konstytucji gdańskiej, uznały wyraźnie, iż prawa polskie w tej dziedzinie stanowią ograniczenie praw władzy gdańskiej.
Odnośne postanowienia art. 104 traktatu wersalskiego rozwinęła konwencja paryska z dnia 9.11.20, której najważniejsze artykuły są następujące:
Art. 29: „Polsce przysługiwać będzie prawo założenia w porcie gdańskim służby pocztowej, telegraficznej i telefonicznej, połączonej bezpośrednio z Polską. W zakres działania tej służby wchodzić będą komunikacje pocztowe i telegraficzne przez port gdański, między Polską a krajami zagranicznymi, tak samo jak i komunikacje pomiędzy Polską a portem gdańskim.”
Art. 30: „Wolne Miasto Gdańsk zobowiązuje się wydzierżawić lub sprzedać Polsce na warunkach sprawiedliwych tereny lub gmachy, potrzebne do założenia i do działania urzędów przewidzianych w art. 29 jak i w art. 21.”
„Wolne miasto zobowiązuje się udzielić Rządowi Polskiemu wszelkich żądanych ułatwień do założenia linii telegraficznych i telefonicznych, potrzebnych do wykonania wspomnianego artykułu.”
Powyższe artykuły wymagają bliższego rozpatrzenia. W szczególności należy zaznaczyć, iż art. 29 miał na celu wyjaśnienie słów traktatu wersalskiego: „kontrola i administracja” w tym sensie, iż organizacja poczty ma być polska. Konwencja rozszerzyła również postanowienia traktatu wersalskiego, stypulując wyraźnie prawo Polski do utrzymywania swej własnej służby także i dla tranzytu przez port gdański:
Art. 30 zaś konwencji miał na celu realizację prawa Polski co do nabywania potrzebnych terenów i nieruchomości. Jako taki stanowi ten artykuł zobowiązanie Wolnego Miasta do udzielenia Polsce wszelkich odnośnych ułatwień.
Z chwilą wybuchu głośnego konfliktu o skrzynki pocztowe, usiłował Gdańsk stworzyć koncepcję, iż konwencja paryska zacieśniła prawa pocztowe Polski przez użycie w tekście francuskim słów „un service”. Senat gdański nadawał temu słowu wykładnię mającą na celu udowodnić, iż konwencja paryska zamierzała jedynie stworzyć jeden urząd pocztowy, działający obok gdańskiej służby pocztowej; skutkiem czego polski urząd pocztowy miał mieć inny charakter prawny i techniczny, różniący się od poczty gdańskiej w szczególności tym, iż polski urząd pocztowy nie miał być dostępny dla publiczności i nie powinien posiadać urządzeń technicznych jak np. skrzynki poza budynkami, w których się mieści.
Polska ze swej strony odrzuciła kategorycznie powyższą tezę gdańską; nie wdając się zresztą w bliższą dyskusję co do słowa „un”, będącego jedynie szczegółem redakcyjnym bez głębszego znaczenia, powołała się słusznie na rezolucję Rady Ligi Narodów z 7. VII. 1923 r., w myśl której, w razie wątpliwości co do tekstu konwencji paryskiej, należy interpretować jej postanowienia na podstawie traktatu wersalskiego. Oto odnośny ustęp tej rezolucji:
„Jestem zdania, że konwencja z dnia 9. listopada 1920 r. stanowi podstawę prawną, całkowicie ważną dla stosunków pomiędzy Gdańskiem a Polską, jednakże w razie wątpliwości co do jakiejkolwiek klauzuli konwencji, można się zwrócić, celem wyjaśnienia tejże wątpliwości do art. 104 traktatu wersalskiego, na mocy którego została ona zawarta.”
W wykonaniu podstawowych zasad, zamieszczonych w traktacie wersalskim i konwencji paryskiej, została zawarta umowa polsko-gdańska z dnia 24. 10. 1921 r. Stypulacje tejże umowy, w szczególności zaś części III, odnoszącej się do poczty (art. 149—168), stanowią zrealizowanie praw polskich i jako takie wymagają szczegółowego omówienia.
Art. 149 ustanawia zupełną niezależność obu organizacji pocztowych, tj. gdańskiej i polskiej, we wzajemnym do siebie stosunku.
Art. 150 ustęp a) oznacza w sposób szczegółowy i niedający powodu do żadnych innych interpretacji rozmiar i cel poczty polskiej w porcie gdańskim. Oto jego treść:
„Obejmuje ona: (tj. polska służba pocztowa)
a) w porcie gdańskim wszystkie działy i rodzaje służby ruchu, służby technicznej i służby administracyjnej, oraz potrzebne ku temu urządzenia”.
a) w porcie gdańskim wszystkie działy i rodzaje służby ruchu, służby technicznej i służby administracyjnej, oraz potrzebne ku temu urządzenia”.
Użyty w tym artykule termin „ruch” oznacza zasadniczo działalność służby pocztowej, będącej ogółem czynności, która ma na celu komunikacje pocztowe, telegraficzne i telefoniczne, a więc zbieranie listów, opróżnianie skrzynek, otrzymywanie poleceń ze strony publiczności, oraz wszelkie czynności związane z nadesłaniem korespondencji, przeznaczonej dla publiczności.
Słowa „wszystkie działy i rodzaje służby ruchu” miały na celu wykluczenie wszelkich przeszkód lub zastrzeżeń odnośnie do pojęcia rozmiaru i zakresu ruchu, wykonywanego przez polską służbę pocztową.
Oto przepisana siódma strona. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami poprawiłem archaizmy (np. instytucyj, terytorjum, komunikacyj) na współczesne formy, natomiast wszelkie daty oraz formatowanie liczb (w tym numery artykułów) pozostawiłem w oryginalnym zapisie.
Określenie „wszystkie działy i rodzaje służby technicznej” oznacza ogół czynności potrzebnych do należytej działalności instalacji technicznych, instrumentów etc. jak np. funkcji szoferów, mechaników itd. To samo określenie w odniesieniu do służby administracyjnej oznacza ogół spraw personalnych, budżetowych itd., odnoszących się do tej służby.
W ten sposób art. 150 ustęp a) zabezpiecza Polskiemu Zarządowi Pocztowemu zupełną niezależność i swobodę w dziedzinie urządzeń pocztowych, przewidzianych w art. 149 i 150. Artykuły następne, do 168 włącznie, zajmują się kwestiami szczegółowymi, których tu nie cytujemy, by nie zaciemnić obrazu całości.
Mimo tych niedwuznacznych postanowień umowy warszawskiej Senat gdański, z chwilą wybuchu konfliktu pocztowego, stworzył koncepcję, iż art. 149, 150 i 151 umowy warszawskiej mają znaczenie jedynie wstępu do umowy; odnośnie zaś do terminu „działy ruchu” zastępował Senat pogląd, iż termin ten oznacza ruch pocztowy, pieniężny, telegraficzny i telefoniczny, a słowo „rodzaje ruchu” oznacza kategorię, istniejącą w granicach odnośnych działów, jak np. listy zwyczajne, polecone itd. W konsekwencji tego stanowiska uważał Senat gdański, iż postanowienia umowy warszawskiej nie mieszczą w sobie prawa obsługiwania publiczności przez Polski Urząd Pocztowy, wywieszania skrzynek pocztowych i doręczania przesyłek za pośrednictwem listonoszy.
Powyższa teza Senatu nie mogła wytrzymać krytyki. Twierdzenie, iż artykuły 149—151 tworzą jedynie tylko wstęp do umowy, powtarzający słowa konwencji paryskiej, jest sprzeczne z rzeczywistością, albowiem wystarczy jedynie rzucić okiem na art. 29 konwencji i inne, aby się przekonać, iż treść artykułów umowy warszawskiej nie jest identyczna z konwencją. Tak samo i inne twierdzenia Senatu zostały obalone przez kontrargumentację ze strony polskiej.
Reasumując powyższe, możemy powiedzieć, iż umowa warszawska w odniesieniu do poczty opierała się na pojęciu portu, rozumianego jako terytorium, w obrębie którego to portu można wykonywać służbę portową, telefoniczną i telegraficzną, połączonego drogą takich samych komunikacji z resztą terytorium Wolnego Miasta. To pojęcie portu, uznane zresztą w zupełności przez Stały Trybunał Sprawiedliwości Międzynarodowej, różni się zupełnie od pojęcia portu, jako grupy osób lub władz — pojęcia, które chciała przeforsować strona gdańska.
Perypetie słynnego sporu o skrzynki pocztowe, który swojego czasu zelektryzował całe społeczeństwo polskie i zdawał się nawet grozić poważniejszymi komplikacjami w stosunkach polsko-gdańskich, postaramy się omówić szczegółowo:
W dniu 1. grudnia 1924 r. przesłał prezydent Senatu gdańskiego pismo do Komisarza Generalnego R. P., w którym powiadomił go, iż wedle informacji, otrzymanych od wysokiego komisarza p. Mac Donnella dowiedział się, że Polska ma zamiar zorganizować swoją służbę pocztową i rozszerzyć jej zakres działania poza granice, które zdaniem Gdańska zostały tej służbie zakreślone. Wolne Miasto prosiło zatem o zawiadomienie, czy ze strony polskiej istnieje zamiar stworzenia faktu dokonanego, bez uprzedniego użycia arbitrażu wysokiego komisarza. W piśmie tym opierał Gdańsk swój punkt widzenia na motywach decyzji Wysokiego Komisarza z 23. 12. 1922 r. oraz na jego piśmie z 6. 1. 1923 r. Interesującą była zarazem w tym piśmie interpretacja co do charakteru art. 168 umowy warszawskiej, który wyliczał szereg spraw, uzgodnionych zasadniczo, dla dalszego bliższego ich uregulowania. Zdaniem Gdańska, artykuł ten nie stanowił uzgodnienia kwestii w nim zawartych, lecz był jedynie „pactum de contrahendo”, co do którego Gdańsk oświadczył swoją gotowość do rozpoczęcia rokowań.
Na pismo to odpowiedział Komisarz Generalny w dniu 3. 1. 1925 r. Oświadczył w nim, iż Polska, wziąwszy w posiadanie budynek na Heveliusplatz, zamierza uruchomić swą służbę pocztową, obejmującą skrzynki pocztowe i listonoszy. Służba ta będzie się odbywać na terenie portu gdańskiego w pojęciu terytorialnym tego wyrażenia. Jako port rozumieć się będzie dla powyższych celów obszar zakreślony czerwoną linią przez wysokiego komisarza gen. Hakinga w jego decyzji z dnia 15. 8. 1921 r. przy sposobności rozdziału linii kolejowych pomiędzy Polską a Radą Portu. Komisarz Generalny zaznaczył również, iż zdaniem Polski art. 168 umowy warszawskiej zawiera postanowienia, obowiązujące dla obu stron.
Wypadki nastąpiły po sobie z błyskawiczną szybkością. Dnia 5. stycznia 1925 r. o godz. 10-ej rano nastąpiło uroczyste poświęcenie nowo otwartego, po 132-letniej przerwie, Polskiego Urzędu Pocztowego, mieszczącego się na Heveliusplatz. Natychmiast po dokonaniu uroczystego aktu urząd ten rozpoczął swoje czynności, przystępując w pierwszym rzędzie do zawieszenia skrzynek pocztowych w rozmaitych punktach miasta i do uruchomienia służby doręczeń za pośrednictwem listonoszy. W nocy z poniedziałku na wtorek, a więc z 5. na 6. stycznia, „nieznani sprawcy” zamalowali polskie skrzynki pocztowe kolorami czarno-biało-czerwonymi, a jedną z nich nawet poważnie uszkodzili. Na skutek tego występku, znieważającego polskie godło państwowe, zamieszczone na skrzynkach, przesłał Komisarz Generalny we wtorek o godz. 3-ej popołudniu następujące pismo do Senatu ⁵), które cytujemy dla odzwierciedlenia ówczesnej powagi sytuacji i brzemiennego znaczenia wyżej podanego faktu:
„W nocy dzisiejszej złoczyńcy dopuścili się przed oczyma gdańskich władz bezpieczeństwa niewiarygodnego czynu, a mianowicie zniszczyli zawieszone przez władze polskie, w wykonaniu istniejących traktatów — skrzynki pocztowe, zamalowując smołą i farbą napisy, wyjaśniające użytek skrzynek, pragnąc w ten sposób uniemożliwić funkcjonowanie polskiej służby pocztowej.
Na charakter tego czynu rzucają szczególne światło notatki niektórych organów prasy gdańskiej, które otwarcie nawołują do gwałtu przeciw władzom polskim, wykonującym przyznane im prawa.
Rząd Polski wzywa Senat:
- Do natychmiastowego przeprowadzenia śledztwa w celu wykrycia sprawców i zakomunikowania Rządowi Polskiemu przebiegu i wyniku przeprowadzonych dochodzeń.
- Do natychmiastowego przekazania władzom prokuratorskim spraw organów prasowych, nawołujących do zniszczenia polskiego mienia, w szczególności „Danziger Zeitung” z powodu notatki pod tytułem: „Danziger Protest gegen polnische Briefkästen” w numerze z 6-go stycznia 1925.
- Do wydania swoim organom bezpieczeństwa jak najostrzejszych poleceń ochrony polskiego mienia państwowego przed czynami gwałtu.
W razie, gdyby miejscowe siły policyjne okazały się niewystarczające, Rząd Polski zastrzega sobie przedsięwzięcie dalszych kroków dla ochrony swojego mienia i normalnego funkcjonowania urzędów.
Ponadto oczekuję, że Senat W. Miasta Gdańska przedsięweźmie w stosunku do mnie właściwe kroki z powodu zamalowania godeł państwowych Rzeczypospolitej Polskiej byłymi barwami Cesarstwa Niemieckiego, między innymi także na skrzynce, znajdującej się na eksterytorialnym gmachu Komisariatu Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej.
Komisarz Generalny:
(—) Strasburger."
Nastąpiły chwile gorączkowego naprężenia, tym bardziej, że stwierdzono, iż jednym ze sprawców zamachu na skrzynki polskie był nadsekretarz poczty gdańskiej Wilke. Senat, zamiast pośpieszyć natychmiast z wyrażeniem ubolewania i ukarać winnych, przesłał Komisarzowi Generalnemu pismo, starając się złożyć całą odpowiedzialność za zaszłe wypadki na Rząd Polski, który jego zdaniem, przez wywieszenie skrzynek, stworzył fakt dokonany, raniąc uczucia ludności gdańskiej. Powyższa odpowiedź Senatu musiała się spotkać naturalnie z następującą energiczną odprawą Komisarza Generalnego ⁶):
„Powołując się na pismo moje z dnia 6. bm. Nr. 163/25, zmuszony jestem stwierdzić, że do chwili obecnej nie otrzymałem żądanego zadośćuczynienia za obrazę polskich emblematów państwowych, oraz z powodu obelżywego wybryku wobec siedziby Komisarza Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Gdańsku, gdyż nie mogę uznać za zadośćuczynienie pisma Senatu z dnia 7. b. m. A. III. 30/25, starającego się sprowadzić dokonane akty gwałtu do zwykłego uszkodzenia własności prywatnej.
Ze zdziwieniem dowiedziałem się z tej noty, że Senat nie oddał w ręce prokuratora sprawy artykułu, podburzającego ludność do aktów gwałtu. W inkryminowanym artykule „Danziger Zeitung” z dnia 6 bm., a mianowicie po słowach: „Als vor langen Monaten die Danziger Bevölkerung sich gegen itd ... do końca” dopatrywać się muszę wezwania do popełnienia czynu karygodnego, wezwania, przewidzianego w paragrafie 111 kodeksu karnego, obowiązującego na obszarze W. M. Gdańska.
Sprawa nabrała od czasu ostatniego mego pisma o tyle nowego i szczególnego charakteru, iż wiarygodni świadkowie w protokołach, których odpisy załączam, stwierdzili, że w czynach gwałtu przeciwko polskiemu mieniu państwowemu brali udział urzędnicy, podlegli Senatowi Wolnego Miasta, a funkcjonariusze policji Wolnego Miasta odmawiali udzielenia ochrony polskiemu mieniu państwowemu.
Wobec tego wzywam Senat do zawieszenia w czynnościach winnych urzędników i natychmiastowego wdrożenia przeciw nim postępowania karnego, jak również ponawiam żądanie dania mi zadośćuczynienia za dokonane czyny we formie osobistego przeproszenia przez przedstawiciela Senatu Wolnego Miasta w siedzibie Komisarza Generalnego.
Komisarz Generalny:
(—) Strasburger.”
Warunkom, przedstawionym w drugim piśmie Komisarza Generalnego, stało się zadość. Nastąpiło częściowe odprężenie sytuacji przynajmniej pod względem formalnym. Niemniej jednak wzburzenie, które ogarnęło polską opinię publiczną na wieść o zamalowaniu skrzynek, zatoczyło coraz większe koła. Pod jego wpływem Komisja Zagraniczna Sejmu rozpatrywała szczegółowo stosunek Wolnego Miasta do Polski, a z trybuny sejmowej padło niejedno ostrzeżenie pod adresem gdańskich kół nacjonalistycznych, dzierżących ówczesny ster władzy.
Senat ze swej strony nie zaniechał żadnych kroków w obronie swych rzekomo naruszonych praw. Już w dniu 6 stycznia przedłożył Wysokiemu Komisarzowi wniosek o decyzję w tym brzmieniu, że dzięki poprzednim decyzjom wysokiego komisarza, gen. Hakinga, polska służba pocztowa w Gdańsku ograniczona została tylko do wnętrza swojego budynku na Heveliusplatz, mając za zadanie jedynie doręczanie i odbieranie korespondencji dla władz polskich. Wniosek gdański domagał się również przywrócenia „status quo ante”, a więc usunięcia zawieszonych skrzynek polskich (nadmienić należy, że zamalowane w nocy z dnia 5 na 6 stycznia skrzynki, zostały natychmiast zastąpione nowymi).
Komisarz Generalny w uwagach swoich co do powyższego wniosku gdańskiego, zgłoszonych w dniu 7. stycznia, domagał się stwierdzenia prawa Polski co do publicznego charakteru poczty polskiej i to na obszarze tego terytorium, które zostało pośrednio uznane za port w tzw. decyzji kolejowej z dnia 15. sierpnia 1921 roku — o czym wspomnieliśmy już na wstępie.
Ówczesny wysoki komisarz Ligi Narodów, Mac Donell, wydał w dniu 2. lutego 1925 roku decyzję, przychylającą się w zupełności do tezy gdańskiej. Decyzja ta, uchylona następnie orzeczeniem Trybunału Haskiego, opierała się na tak sztucznie skonstruowanych przesłankach prawnych, że rozpętała jedynie nową burzę wśród polskiej opinii publicznej. Rząd Polski założył od niej naturalnie apel w dniu 20. lutego, wobec czego cała sprawa oparła się o Radę Ligi Narodów.
Na posiedzeniu swym z dnia 13. marca 1925 r. Rada postanowiła wysłuchać opinii doradczej Stałego Trybunału Sprawiedliwości Międzynarodowej. Postawiła w tym celu dwa pytania: Pierwsze dotyczyło kwestii, czy istnieje decyzja generała Hakinga, rozstrzygająca sporne punkty w sprawie poczty polskiej, bądź drogą, wskazaną w paragrafie 18 decyzji Wysokiego Komisarza z dnia 2. lutego 1925, bądź w jaki inny sposób, a w wypadku twierdzącym, czy decyzja ta wyklucza nowe badanie omawianych punktów, w całości lub częściowo przez Wysokiego Komisarza lub przez Radę. Było to pytanie wstępne, dotyczące teorii ogólnie znanej pod nazwą res judicata; drugie pytanie wyłaniało się jedynie w wypadku, gdyby odpowiedź Trybunału co do pierwszego punktu była przeczącą.
Drugie pytanie dotyczyło meritum sprawy. Zawierało ono dwa punkty:
„a) czy polska służba pocztowa w porcie gdańskim winna ograniczyć się do czynności, które mogą być wyłącznie wykonane wewnątrz budynków na Heveliusplatz, lub czy przysługuje jej prawo umieszczenia skrzynek pocztowych i przystąpienia do wyjmowania i rozdawania przesyłek pocztowych na zewnątrz tych budynków?”
„b) czy korzystanie z tej służby pocztowej jest zastrzeżone dla władz i urzędników polskich, lub czy korzystać zeń może publiczność?”
Po ustaleniu, że nie istnieje „res judicata” odnośnie do granic portu gdańskiego dla celów polskiej służby pocztowej w tym mieście, zajął się Trybunał pytaniem drugim, czy służba ta została ograniczona jedynie do wnętrza budynków pocztowych, czy też nie. Po szczegółowej analizie postanowień traktatu wersalskiego, umowy paryskiej, umowy warszawskiej i poprzednich decyzji Wysokiego Komisarza, Trybunał doszedł do przekonania, że we wspomnianych aktach prawnych nie ma żadnego śladu jakiegokolwiek postanowienia, ograniczającego czynności pocztowe władz polskich do wnętrza ich budynków pocztowych. Służba pocztowa, którą Polska jest uprawniona zaprowadzić w porcie gdańskim, winna być rozumianą w jej zwykłym sensie, tj. jako obejmująca normalne funkcje służby pocztowej, odnośnie do zbierania i doręczania przesyłek pocztowych na zewnątrz budynku pocztowego.
Trybunał stwierdził również, że prawo, które Polska wyprowadza z brzmienia układów międzynarodowych, jest prawem do ruchu z portem gdańskim w sensie terytorialnym tego wyrażenia. Zarazem jednak Trybunał uznał się za niekompetentny do określenia granic tego portu. Sprawę tę, jak zobaczymy poniżej, rozstrzygnęła dopiero specjalna komisja rzeczoznawców.
Opinia doradcza Trybunału została przyjęta przez Radę Ligi Narodów, która ze swej strony przystąpiła do ustalenia granic portu, dla celów polskiej służby pocztowej. W tym celu zamianowała komisję rzeczoznawców, złożoną z pp. J. Hostiego, członka Komitetu Prawniczego Komisji Doradczej i Technicznej dla Spraw Komunikacji i Tranzytu Ligi Narodów, E. Montarroyosa, doradcy technicznego delegacji brazylijskiej w Genewie, J. de Reyniera, byłego prezydenta Rady Portu i Dróg Wodnych w Gdańsku, Chr. Schreudera, kierownika Urzędu Poczt w Amsterdamie.
Komisja ta bawiła w Gdańsku od dnia 19. do 23. VII. 1925 r. Po zwiedzeniu terenu i kilkakrotnym wysłuchaniu przedstawicieli Polski w Gdańsku, złożyła w dniu 3. VIII. raport, który został przyjęty z pewnymi zmianami przez Radę Ligi na jej posiedzeniu z dnia 19. IX. 25 r. W raporcie tym ⁷) przytoczone zostały stanowiska Polski i Gdańska, wyrażające zapatrywania odnośnie do zakreślenia granic portu dla celów pocztowych. Stanowisko gdańskie ilustruje wymownie ówczesne pragnienie Senatu, zmierzające do jak największego skrępowania działalności poczty polskiej. Podajemy streszczenie tych stanowisk wedle wspomnianego raportu:
Według koncepcji polskiej, port z punktu widzenia pocztowego, winien był obejmować nie tylko powierzchnie wodne, służące za przystań oraz miejsca ładowania i wyładowania statków z magazynami i wszelkimi technicznymi instalacjami, znajdującymi się na brzegach wody, lecz również miasto, gdzie istnieją i pracują firmy żeglugowe, handlowe etc., korzystające ze statków i instalacji technicznych portu dla swych transakcji handlowych. Polska proponowała dla granic portu, w ten sposób pojętych, czerwoną linię, o której mowa w decyzji wysokiego komisarza z dnia 15 sierpnia 1921 r., w sprawie przyznania Radzie Portu kolei żelaznych obsługujących port.
Według koncepcji gdańskiej, jedynie powierzchnie wodne, jakoteż niektóre instalacje techniczne położone na wybrzeżach stanowiły port. Jednakże granica terytorialna, którą oznaczyć należało, mogła obejmować w porcie, z punktu widzenia pocztowego, tylko część wód i urządzeń technicznych, podlegających administracji Rady Portu i Dróg Wodnych w Gdańsku.
Komisja uznała jednomyślnie, że port z punktu widzenia pocztowego obejmować winien nie tylko terytorium, na którym znajdują się czynniki techniczne, lecz również terytorium, na którym skoncentrowane są jego czynniki ekonomiczne.
Zdaniem Komisji teksty umowne, stanowiące o komunikacjach pocztowych pomiędzy Polską a portem gdańskim, miały przede wszystkim na względzie komunikację do i od położonych w Gdańsku firm żeglugowych, domów handlowych, agentur, banków etc., które, potrzebując nieruchomości i biur, nie mogą skutkiem swego charakteru umiejscowić swych głównych instalacji na wodzie, na wybrzeżach lub w składach. Lecz chociaż Komisja jednomyślnie przyznała, że port z punktu widzenia pocztowego nie powinien ograniczać się do portu technicznego, to z drugiej strony, przyznała również jednomyślnie, iż nie było powodu nadawać strefie miejskiej, objętej przez port, „rozmiarów przechodzących jej potrzeby” i dlatego rozgraniczyła miasto za pomocą tzw. linii zielonej, która, jakkolwiek objęła cały port i centrum miasta, to pozostawiła jednak na uboczu cały szereg ulic i domów wchodzących jeszcze w skład miasta. Kryterium dla nakreślenia wspomnianej linii zielonej było skoncentrowanie się czynników technicznych i ekonomicznych w pewnej części miasta. Z uwagi na możliwość przesunięcia się tych czynników, zaproponowała Komisja możliwość rewizji linii zielonej co 5 lat ⁸).
W ten sposób zawiły spór dobiegł swojego końca. Sprawa została merytorycznie rozstrzygnięta i to zwycięsko dla tezy polskiej. Uznany został publiczny charakter poczty polskiej i terytorialne pojęcie portu gdańskiego, na którego obszarze odbywa się jej działalność.
Wprowadzenie jednak w życie rezolucji Rady, przyjmującej rozgraniczenie portu gdańskiego, dla celów polskiej służby pocztowej napotkało w praktyce na olbrzymie trudności. Jak daleko one idą i jak bardzo skomplikowany jest ich charakter, świadczy chociażby fakt, iż rokowania o wprowadzenie w życie linii zielonej, zapoczątkowane w grudniu 1926 r., nie są jeszcze ukończone ⁹), mimo rzetelnego wysiłku obu delegacji i szczerej chęci jak najszybszego uregulowania wiszących spraw.
Trudności te postaramy się pokrótce zobrazować.
Art. 168 umowy warszawskiej postanawiał, że obie administracje pocztowe zawrą układy co do poszczególnych spraw, z których najważniejsze są wymienione w ustępie b) i c) tego artykułu i które też cytujemy:
b) odbieranie przesyłek pocztowych i telegramów, nadanych w Polsce, z polskich urzędów pocztowych i telegraficznych w porcie przez odbiorców, zamieszkałych poza portem,
c) doręczanie przesyłek pocztowych i telegramów, nadanych w Polsce, polskim władzom i urzędom poza portem.
c) doręczanie przesyłek pocztowych i telegramów, nadanych w Polsce, polskim władzom i urzędom poza portem.
Już z samego brzmienia tych ustępów wynika, iż sprawy w nich poruszone muszą być uregulowane równocześnie z wprowadzeniem się poczty polskiej do granic jej zasięgu, czyli do granic linii zielonej. Istnieje bowiem cały szereg urzędów polskich poza granicami tej linii, a z drugiej strony ważną jest również kwestia, jak ułatwić odbiór przesyłek adresatom, zamieszkałym poza portem. Te dwie kwestie na pozór łatwe do rozwiązania, kryją w sobie cały szereg trudności technicznych. Rozumiała te trudności komisja rzeczoznawców i dlatego też zaproponowała, by ponownie rozpatrzeć granice linii zielonej, o ile by w bliskim terminie nie nastąpiło porozumienie pomiędzy Gdańskiem a Polską w tej materii. Jednakże Rada Ligi Narodów nie wypowiedziała się jasno co do tego punktu i wyraziła jedynie zapatrywanie, że do czasu ukończenia odnośnych rokowań, Gdańsk winien udzielić Polsce „ułatwień koniecznych o charakterze tymczasowym”.
Jest rzeczą jasną, że takie załatwienie sprawy utrudniło jedynie sytuację. Pojęcie bowiem „ułatwień koniecznych i to o charakterze tymczasowym” jest tak elastyczne, że delegacje Polski i Gdańska, wyznaczone do rokowań pocztowych, znalazły się zaraz od początku obrad na tak różniących się od siebie stanowiskach, iż jedynie dzięki dobrej woli i chęci dojścia do porozumienia nie nastąpiło od razu zerwanie rokowań. Tym bardziej, że w tych ramach musiano siłą rzeczy poruszyć szereg zadań technicznych, odnoszących się do „wprowadzenia“ poczty polskiej do „linii zielonej“. W pierwszym rzędzie nastręczyła się sprawa kierowania przesyłek na przyszłość.
Ustaliło się bowiem drogą praktyki, że tak listy, jak i telegramy, nadsyłane z Polski do Gdańska, o ile są zaadresowane „Gdańsk“, doręcza poczta polska, — o ile zaś noszą one miano „Danzig“, kieruje się je w kolejowych ambulansach pocztowych, względnie w nadawczych urzędach telegraficznych w Polsce — do poczty gdańskiej. Kryterium to, w czasie działania dwu poczt na jednym i tym samym terytorium ¹⁰), okazało się najbardziej praktycznym i nie powodującym zwłoki w doręczaniu przesyłek, co jest naczelną troską każdej poczty na świecie, jako mającej na celu przede wszystkim interes obsługiwanej przez siebie publiczności.
Jakżeż zmienić to kryterium z chwilą, gdy poczta polska działać będzie jedynie we większej części miasta? Uczyć na pamięć rozkładu ulic, należących do zasięgu poczty polskiej, każdego sortującego urzędnika w Polsce — byłoby iście syzyfową pracą, biorąc pod uwagę tysiące urzędów pocztowych w Polsce i związane z tym trudności. Sortować w ambulansach pocztowych, zdążających do Gdańska? Dzieje się to wprawdzie w odniesieniu do wielkich miast, jak n. p. Wiedeń, Berlin, Paryż etc. podzielonych na dzielnice, ułatwiające orientację — nie miałoby jednak zastosowania do Gdańska, nie posiadającego dzielnic, i nie mogłoby mieć nawet miejsca po ich wprowadzeniu, a to z uwagi na zygzakowaty kształt linii zielonej, przebiegającej niejednokrotnie jedną tylko stronę ulicy. Pozostawić kryterium dzisiejsze tj. kierowanie przesyłek wedle słów Gdańsk i Danzig? Jest to może jedynie możliwe rozwiązanie sprawy, pociąga za sobą jednak dwie konsekwencje: albo doręczanie tak jak dotąd przez obie poczty na obszarze całego miasta, czyli więc porzucenie w praktyce linii zielonej, — albo wzajemne odsyłanie sobie przesyłek, w razie gdy np. adres, na którym podano Gdańsk, zawiera ulicę, nienależącą do linii zielonej. Jakie jednakże wynikną z tego powodu przeszkody, jak bardzo poszkodowaną będzie publiczność — oto pytania, które już same wystarczają, ażeby zobrazować powstające trudności. Zaznaczamy zresztą, że tylko dla ułatwienia orientacji czytelnika, wzięliśmy przykłady z poczty listowej. Te same bowiem przykłady np. w odniesieniu do telegramów i to telegramów specjalnych, jak np. z zapłaconą odpowiedzią lub opiewających na kilka adresatów, stwarzają dylematy prawie nierozwiązalne.
Nie wchodzimy w rozpatrywanie innych trudności, a to zarówno z uwagi na trwające rokowania, jak i na skomplikowany charakter tych spraw. Przykłady przez nas wybrane świadczą wymownie o olbrzymich przeszkodach i wielkim wysiłku obu delegacji, które go nie szczędzą, by dojść do porozumienia.
Nie naszym zadaniem jest rozstrzygać pytanie, jak się te sprawy ułożą. Należy ufać, że rokowania, o których wyżej mowa, zostaną uwieńczone ostatecznie rezultatem. Zadaniem naszym było przypomnieć pokrótce dzieje poczty polskiej w Gdańsku, a w szczególności uwydatnić trudności, na jakie napotykała ona tak przed rozbiorami, jak i obecnie. Można śmiało powiedzieć, że najcięższe czasy przeszła ona w 1925 r. Obudziła się przeciwko niej — tej widomej oznace polskich praw w Gdańsku — cała zaciekłość wojującego nacjonalizmu i cała nienawiść tych kół, dla których odrodzona Polska jest przekreśleniem planów podboju wschodniej Europy. W tych trudnych czasach na ciężkie próby narażona była szara rzesza listonoszy i posłańców, którzy nieustraszenie pełnili służbę i nie przerwali jej ani na chwilę. Rzucano na nich kamieniami, napastowano na ulicach i lżono. Ileż się musieli nasłuchać docinków i złośliwych uwag, gdy wchodzili na stopnie pięter i doręczali przesyłki rozwydrzonym nieraz szowinistom. Należy podkreślić z całym naciskiem, że ci nieliczni, pełniący zewnętrzną służbę w Gdańsku, funkcjonariusze Państwa Polskiego, w brązowy swój mundur ubrani, umieli się zawsze znaleźć w poczuciu godności i wyrozumienia, będącymi właściwością kultury polskiej. Dlatego niechaj mi będzie wolno, w zakończeniu tych uwag, niezupełnych może i dorywczo pisanych, skłonić głowę przed tymi, co w intuicyjnym wyczuciu polskiej misji dziejowej — umieli wytrwać w bohaterstwie szarego dnia!
*) Niniejszy artykuł o stanie sprawy poczty polskiej w Gdańsku umieszczamy jako materjał informacyjny w tej tak bardzo aktualnej sprawie świadomie bez podania nazwiska autora. (Przypisek redakcji.)
¹) vide pracę pod tym tytułem pióra dr. Kazimierza Lenartowicza, b. prezesa Dyrekcji Poczt i Telegrafów R. P. w Gdańsku. (Gdańsk 1924. drukiem „Drukarni Gdańskiej”, Gdańsk, Stadtgebiet 12).
²) vide: „Geschichtliche Darstellung des Danziger Postwesens vom 15. Jahrhundert bis auf den heutigen Tag von Josef Goldberger, Danzig-Langfuhr”, zamieszczony w „Die Postmarke”, organie „Verband Oesterreichischer Philatelisten-Verein” — numer 194, wydany z okazji międzynarodowej wystawy filatelistycznej w Gdańsku, 7 do 14 lipca 1929 r.
³) op. citat. str. 15.
⁴) Józef Goldberger op. citat.
⁵) cytowane wedle „Gazety Gdańskiej” Nr. 4. z dnia 7. stycznia 1925 r.
⁶) cytowane wedle „Gazety Gdańskiej” Nr. 5. z dnia 8. stycznia 1925 r.
⁷) „Zbiór Dokumentów Urzędowych dot. stosunku W. M. Gdańska do Rzeczypospolitej Polskiej” — Część III. str. 172.
⁸) Wobec tego pierwszy termin rewizji przypada na miesiąc wrzesień 1930 r.
⁹) Słowa te piszemy z początkiem października 1929 r.
¹⁰) Zaznaczyć bowiem należy, że dotychczas polska służba pocztowa rozciąga się na całe miasto Gdańsk, jak to miało miejsce w dniu 5 stycznia 1925 r., t. j. z chwilą wybuchu sporu. Stan ten był utrzymywany w czasie trwania sporu, t. j. obrad przed Trybunałem haskim i prac komisji rzeczoznawców. Po przyjęciu raportu tej komisji o „linii zielonej“ nastąpiło porozumienie pomiędzy Polską a Gdańskiem, że ze względu na „podniecenie umysłów“ nie należy w tym stanie wprowadzać na razie żadnych zmian. Porozumienie to odbyło się w formie t. zw. „gentlemen's agreement“, t. j. ustnej umowy, zawartej pomiędzy dzisiejszym zastępcą komisarza generalnego p. Stefanem Lalickim i ówczesnym senatorem gdańskim dla spraw poczty, p. Runge. Polska zobowiązała się wtedy nie powiększać ilości zawieszonych skrzynek pocztowych — Gdańsk zaś zgodził się na funkcjonowanie poczty polskiej na obszarze całego miasta Gdańska t. j. w granicach t. zw. linii czerwonej.
Rocznik Gdański - Organ Towarzystwa Przyjaciół Nauki i Sztuki w Gdańsku,1928-1929, T.2-3.